Celestron Sky Master Pro 15×70 recenzja


DSC_2348.JPG.058f7c233dac70fef8ca1007eada2f3c.JPG

Jeszcze nie tak dawno (choć wydaje się, że było to wieki temu) lornetki Celestron SkyMaster 15×70 były jedynym budżetowym wyborem dla miłośnika astronomii oferującym osiągi większe niż standardowe lornetki 10×50. O ile egzemplarze z wczesnych lat produkcji uchodziły za przyzwoicie wykonane, o tyle modele obecnie produkowane to najniższa półka jakościowa nie licząc lornetkopodobnych wyrobów dostępnych na bazarach. Trzeba mieć sporo szczęścia by za pierwszym razem trafić na dobrze skolimowany i mechanicznie sprawny egzemplarz. Jednak w roku 2015 Celestron zaprezentował serię SkyMaster Pro, która obejmuje modele 15×70 i 20×80, wypełniającą lukę między budżetową serią SkyMaster a modelami Echelon, pretendującymi do miana lornetek segmentu premium. Mimo trzech lat obecności na rynku, lornetki SkyMaster Pro są u nas praktycznie nieznane.

Podstawowe dane specyfikacyjne serii Pro są zachęcające: optyka z powłokami FMC XLT i wypełnienie azotem to tylko niewielka część zalet, którymi kusi nowe dziecko Celestrona. Na przykładzie modelu 15×70 przekonamy się jak seria Pro sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

 

Wrażenia ogólne


Lornetka spakowana jest w duży karton z estetyczną oprawą graficzną, a w kartonie znajdziemy dwuczęściową piankową formę. Głębsza część formy skrywa lornetkę z akcesoriami, a płytsze wieko miękki, schludnie wykonany futerał z miejscowymi usztywnieniami. Futerał jest idealnie dopasowany do samej lornetki, jednak projektanci zapomnieli chyba o deklach obiektywowych, bo z nimi lornetka wchodzi do futerału z dużym oporem. Do dyspozycji mamy dwa paski: jeden do futerału oraz jeden do lornetki. Ten drugi jest wygodniejszy i lepiej wykonany, z szeroką częścią opasującą szyję. W skład zestawu wchodzi też solidny adapter statywowy, nakładka z szyną umożliwiającą podłączenie celownika Red Dot, oraz wymienne skrzydełkowe muszle oczne.

Dekielki na okulary to dość standardowy element gumowy głęboko i bezpiecznie nachodzący na muszle oczne. Solidnie wyglądające dekle na obiektywy są również gumowe i dość dobrze trzymają się na tubusach, a nowością są nasuwane na tubusy gumowe pierścienie, dzięki którym nie musimy martwić się o dekle w czasie obserwacji. Pierścienie z deklami można też zsunąć z tubusów. Całości dopełnia standardowa szmatka do czyszczenia optyki i wielojęzyczna instrukcja obsługi.

DSC_2356.JPG.adafba3fddfc5bad5aa08da13c6103fd.JPG

Sama lornetka wykonana jest zdecydowanie atrakcyjniej i solidniej niż standardowe modele z serii SkyMaster. Ogumowanie jest antypoślizgowe i przyjemne w dotyku, a co więcej, niemal bezwonne. Wstawki upiększające w postaci srebrnych pierścieni na tubusach, pomarańczowych pierścieni na okularach i wklejonych w ogumowanie napisów zdają się przekonywać nas, że mamy do czynienia ze sprzętem solidnym jakościowo, wykonanym z dbałością o szczegóły. Ogumowanie dobrze przylega do korpusu lornetki i jedyne do czego można się przyczepić to niechlujne docięcie ogumowania przy pierścieniach utrzymujących soczewki obiektywów. Można to było wykonać zdecydowanie dokładniej. Najważniejsze cechy specyfikacyjne lornetki widnieją na tylnym kapslu osi mostka lornetki.

Waga lornetki gotowej do obserwacji to 1,56 kg.

 

Ergonomia i mechanika


Lornetka dobrze leży w dłoniach, a wyprofilowane wgłębienia na kciuki na korpusie z pryzmatami ułatwiają chwyt, jednak środek ciężkości leży nieco bliżej obiektywów, przez co podczas obserwacji dziennych idealny balans uzyskamy przy dłoniach spoczywających w całości na tubusach. Szeroka część korpusu z pryzmatami sprawia, że do regulacji ostrości trzeba nieco przesunąć dłoń w stronę pokrętła. Samo pokrętło jest dość standardowe, ogumowane, jednak z płytkim i niezbyt chwytnym karbowaniem, co w połączeniu z dużym oporem pracy może sprawiać nieco problemów podczas obserwacji, szczególnie obiektów szybko poruszających się. Muszę jednak przyznać, że regulacja ostrości jest płynna w całym zakresie obrotu, który wynosi około 550 stopni. Regulacja rozstawu okularów również pracuje z dużym oporem i bardzo płynnie. Podziałka na tylnym kapslu osi pokazuje wartości od 58 mm do 72 mm z czterema punktami pośrednimi. Rzeczywisty zakres to 55-73 mm.

Po dokładniejszym przyjrzeniu się elementom osi i mostka które nie są pokryte ogumowaniem widać, że jest to wciąż rozwiązanie budżetowe. Mostek ugina się pod naciskiem, choć nie tak drastycznie jak w podstawowej serii SkyMaster. Inne są natomiast tuleje okularów i pierścień regulacji dioptrii o dość płytkim, twardym karbowaniu. On również pracuje dość ciężko i płynnie w całym zakresie obrotu, jednak producent nie przewidział tu podziałki dioptrii. Przy obracaniu pierścienia słychać specyficzny szum tarcia, choć w jego pracy nie wyczuwa się braku smarowania mechanizmu.

DSC_2362.JPG.37a2ba31b7259c843c712b9c57354771.JPG

DSC_2375.JPG.633763bc8ef8b9b7adb02375baa5c20c.JPG

Wartość specyfikacyjna odsunięcia źrenicy wyjściowej (eye relief) to 17 mm, co w połączeniu z płytkim osadzeniem soczewek ocznych daje możliwość objęcia całego pola widzenia w okularach korekcyjnych, choć jest to wartość graniczna i trzeba nieco docisnąć okulary do szkieł korekcyjnych. Całe szczęście, że pomarańczowe pierścienie zwieńczające oprawy okularów lornetki są delikatnie wykończone i nie rysują szkieł korekcyjnych w przypadku obserwacji ze zdjętymi muszlami ocznymi.

Same muszle oczne są nieco szersze od strony oczu i odniosłem wrażenie, że są wręcz nieco zbyt szerokie, jednak jest to odczucie indywidualne. Guma jest giętka i podatna na wywijanie, jednak przy próbie powrotu do stanu pierwotnego (odwinięcia) muszle niemal za każdym razem zeskakują z pierścieni na okularach. To zapewne efekt zastosowania nieco zbyt miękkiej gumy i płytkiego kołnierza mocującego.

DSC_2370.JPG.5a26cb2a2320facfb873c3f1ec6922fa.JPG

DSC_2372.JPG.f2bb95ba497782178716e0d169d772da.JPG

W zestawie z lornetką otrzymujemy również skrzydełkowe muszle oczne do obserwacji astronomicznych, które są wygodne i całkiem dobrze spełniają swoje zadanie. W ich przypadku również mamy do czynienia z odpadaniem przy próbie odwinięcia, jednak „okularnicy” nie korzystają z muszli skrzydełkowych, a wywijanie ich mija się z celem do którego służą.

DSC_2376.JPG.c10badffdad00469998f0d9560515e33.JPG

Dołączony do zestawu adapter statywowy jest solidny, jednak ma dość wąski profil jak na średniej wielkości lornetkę. Mimo tego drgania tłumione są zaskakująco szybko. Ogumowane, karbowane pokrętło adaptera jest duże i wygodne, natomiast nawet po maksymalnym dokręceniu adaptera nie uzyskujemy ścisłego połączenia i lornetka daje się dość łatwo obracać na śrubie adaptera co prowadzi do powstawania luzu. Ciekawym dodatkiem jest nasadka z klamrą na celownik Red Dot. Zasada jej mocowania na adapterze jest prosta i nawiązuje do blokowania wysokości siodełka rowerowego, czyli śruba + zacisk.

DSC_2350.JPG.d61134daa04f36d335399fff9e5202c5.JPG DSC_2351.JPG.14ed2e5d49d14b9f43e225e1fc644392.JPG

 

Optyka


Już na pierwszy rzut oka widać, że optyka lornetki ma dobrej jakości powłoki FMC o średniej intensywności. Nawet przy dokładnej inspekcji nie widać powierzchni optycznych bez powłok. Obiektywy mienią się kolorem fioletowym, niebieskozielonym, żółtym i różowym. Pryzmaty mają powłoki zielono-seledynowe, a okulary żółto-fioletowe. Wygląda to solidnie i zapowiada dobrą transmisję. Cieniem na tym sielskim obrazku rzuca się spora rysa na prawym obiektywie egzemplarza testowego.

DSC_2357.JPG.e8d8b00a72b151aff82336b607c68f38.JPG

DSC_2361.JPG.5f4fb61e07f4e89bdc4c11b51c0e03a8.JPG

Wnętrze tubusów jest wyczernione i drobno karbowane, jednak nie jest ani zmatowione ani sterylnie czyste. Dalej mamy mocno połyskliwą diafragmę, a za nią pryzmaty w przyzwoicie wyczernionych oprawach. Same pryzmaty są czyste, ich mocowanie prezentuje się całkiem solidnie, jednak staranność wykonania i wykończenia ich opraw pozostawia wiele do życzenia. Muszę tu wspomnieć o kolejnym zgrzycie w prawym torze optycznym. Chodzi o dwie skazy na pryzmacie położone naprzeciwko siebie po obwodzie oprawy pryzmatu, które widać również w świetle źrenic wyjściowych. Podsumowując, po dobrym wrażeniu jakie sprawia lornetka od zewnątrz, spodziewałem się lepszego wykonania wewnątrz i lepszej kontroli jakości.

Po skierowaniu lornetki na jasne tło widać rozjaśnione okolice źrenic wyjściowych. Soczewki oczne okularów mają średnicę 25 mm, a amatorski test latarkowy wykazał wartość 68 mm, czyli jedynie 2 mm mniej niż deklarowana apertura obiektywów.

Obserwacje dzienne

Pierwsze wrażenie podczas obserwacji w dzień to zaskoczenie bardzo dobrą kolorystyką i odwzorowaniem bieli oraz wysokim kontrastem obrazu. Nie ma tu co porównywać do standardowej serii SkyMaster. Seria Pro, wyposażona w powłoki XLT, zapewnia w tym zakresie zupełnie inne wrażenia obserwacyjne. Nawet jeśli odniosłem wrażenie minimalnego przesunięcia kolorystyki w stronę barw chłodnych, nie burzyło to wrażenia naturalności obrazu.

Diafragma odcina się ostro i ma lekkie zabarwienie niebieskie. Przy tej okazji zauważyłem, że zarówno standardowe, jak i skrzydełkowe muszle oczne są nieco za długie i trzeba docisnąć je do oczodołów by komfortowo objąć wzrokiem pełny obwód diafragmy.

Ostrość obrazu w środku pola widzenia oceniam na zadowalającą, jednak wymaga ona dokładnej regulacji z bardzo niewielką tolerancją. Nieco czasu zajęło mi ustawienie optymalnej ostrości i przyzwyczajenie do niej wzroku. Od lornetki z centralną regulacją ostrości oczekiwałbym bardziej wyrazistej ostrości w centrum pola, co jest szczególnie ważne podczas obserwacji scen z dynamicznie poruszającymi się obiektami. Od mniej więcej połowy promienia pola widzenia obraz zaczyna dość równomiernie tracić ostrość, jednak nie na tyle, by efekt ten był szczególnie uciążliwy. Spadek ostrości spowodowany jest krzywizną pola.

Aberrację chromatyczną w centrum pola widzenia oceniam na małą do średniej, a jej poziom szybko wzrasta przy choćby minimalnie nieosiowym ustawieniu oczu względem okularów. Najbardziej jest ona widoczna na kontrastowych krawędziach i tu faktycznie przeszkadza. Choć obserwatorzy ptaków mogą narzekać na kolorowe obwódki, to jednak podczas obserwacji zróżnicowanego krajobrazu aberracja chromatyczna jest praktycznie niedostrzegalna. Przy osiowym patrzeniu jej stopień wzrasta od połowy promienia pola widzenia i przy diafragmie obwódki na kontrastowych krawędziach są już wyraźne.

Dystorsja poduszkowa pojawia się zaraz za ścisłym centrum pola widzenia, ale nawet przy diafragmie jej poziom oceniam na umiarkowany.

Jeśli chodzi o odblaski podczas obserwacji dziennych, Celestron SkyMaster Pro radzi sobie z nimi całkiem przyzwoicie. Odblaski pojawiają się jako jaskrawe łukowate pojaśnienia wokół diafragmy w postaci refleksów od światła padającego w tubusy od góry i z boków, ale jedynie w przypadku gdy podczas rozglądania się po polu widzenia źrenice oczu skierujemy w jego dolną część. Ścisłe spasowanie muszli ocznych z oczodołami i trzymanie oczu w osi optycznej okularów zdecydowanie ogranicza pojawianie się tych odblasków i pozwala utrzymać jednolity kontrast obrazu. Dużo gorzej wygląda to podczas obserwacji w okularach korekcyjnych ze zdjętymi lub wywiniętymi muszlami ocznymi, gdy musimy ciągle uważać na osiowe ustawienie oczu. Sama intensywność odblasków świadczy o tym, że kuleje tu wyczernienie i zmatowienie wnętrza lornetki (w tym tulei okularowych) oraz krawędzi elementów optycznych. W trudnych warunkach obserwacyjnych pod jaskrawe światło słoneczne można trafić też na ogólny spadek kontrastu w całym polu widzenia.

Zmierzona minimalna odległość ostrzenia to około 13 metrów.

Obserwacje nocne
Parametry 15×70 uchodzą za jedne z najbardziej uniwersalnych do obserwacji nocnego nieba i łączą spore powiększenie i aperturę z gabarytami i wagą, które nie są zbyt wymagające dla statywów i ich głowic. Sprawia to, że lornetki 70 mm o powiększeniach 15-16 razy są chętnie wybierane przez miłośników astronomii, którzy chcą zrobić wyraźny krok naprzód w porównaniu do możliwości standardowych lornetek 10×50, ale bez konieczności zakupu ciężkich statywów z głowicami olejowymi.

Na recenzję Celestrona pod ciemnym niebem poświęciłem ciepłą i suchą noc majową. Pole widzenia lornetki zmierzone na gwiazdach wyniosło 4°18’ czyli 4,3 stopnia, co przy deklarowanym powiększeniu 15x daje pole widzenia okularów 64,5 stopnia. Deklarowane pole widzenia to 4,4 stopnia.

Niebo wiosenne nie obfituje w gromady otwarte czy bogate pola gwiazdowe, więc pozostały mi galaktyki, gromady kuliste i gwiazdy podwójne. Na początek jednak opiszę wrażenia związane z korekcją pola widzenia.

W szerokim centrum pola widzenia gwiazdy są ostre, bez oznak wyraźnego iskrzenia. Najjaśniejsze gwiazdy są nieco plackowate i pojawia się na nich delikatna aberracja chromatyczna. Od około połowy promienia pola widzenia obrazy gwiazd zaczynają tracić ostrość, po kolejnej 1/4 promienia nieostrość jest już wyraźna, a przy diafragmie znaczna. Ta nieostrość wynikająca z krzywizny pola jest tu wadą dominującą, z niewielkim dodatkiem komy. Z powodzeniem mogłem całkiem przyzwoicie wyostrzyć obrazy gwiazd przy krawędzi pola widzenia kosztem jego centrum. Ogólnie rzecz biorąc korekcja obrazu jest na bardzo zadowalającym poziomie.

Z ciekawszych obiektów wiosennych Celestron pokazał mi dwa nisko położone obiekty Messiera: gromadę kulistą M68 i galaktykę M83. Co oczywiste, były to jedynie mgliste plamki, jednak dość dobrze odcinające się od rozjaśnionego tła nieba nad widnokręgiem. Z klasyków wiosennych dostrzegłem też galaktykę Igła (NGC 4565) oraz galaktyki NGC 4631 (Wieloryb), NGC 4559 i M64 (Czarnooka). W Lwie padły obydwa triplety: M65/M66/NGC 3628 oraz trudniejszy: M95/M96/M105 z możliwym śladem NGC 3384. Przy jasnej gromadzie kulistej M53 majaczyła poświata NGC 5053, jednak tylko przez część czasu i tylko metodą zerkania. Za to piękna kulista M13 wspaniale prezentowała się w polu widzenia Celestrona. Przypominała miękką puchową kulkę z wyraźnym, płynnym przejściem od jasnego, gęstego centrum do rzadszego, słabszego halo.

DSC_2359.JPG.1296617ae0ddd50ea1601547353c50f3.JPG

Gwiazdy podwójne to wymagające obiekty dla lornetek i trudny test ich optyki. Na tę noc wybrałem kilka łatwiejszych układów, a następnie trudniejsze: 40/41 Dra (STF 2308 5,7mag+6,0mag sep. 19”) i 100 Her (STF 2280 5,8mag+5,8mag sep. 14”), z którymi Celestron poradził sobie bez problemu. Odwiedziłem też bardzo ładny układ 2+2 w Lutni, czyli STF 2470 i STF 2474 (7,0mag+8,4mag sep. 14” i 6,8mag+7,9mag sep. 16”) i z ich rozdzieleniem Celestron również dał sobie radę.

Kolorystykę gwiazd oceniłem na gromadzie Steph 1 w Lutni, która dopiero podnosiła się na północnym wschodzie. Gwiazda δ2 Lyrae wyraźnie odcinała się swoją pomarańczową barwą. Z innych barwnych układów gwiazd odwiedziłem trójkąt o1, o2 i 30 Cygni i gwiazdę podwójną 61 Cygni.

Cała sesja obserwacyjna spędzona przy Celestronie pokazała, że sprawdza się on jako uniwersalna lornetka dająca przyjemne w odbiorze obrazy. Żadna z wad optycznych nie razi, jedynie na bogatych polach gwiazdowych może nieco dokuczać nieostrość przy diafragmie.

Tej nocy udało mi się wychwycić gwiazdy β i ο Hydrae o deklinacji odpowiednio: -34°01’ i -34°51’.

W drugiej połowie maja udało mi się wygospodarować jeszcze jedną sesję obserwacyjną, którą również w całości poświęciłem Celestronowi. Na wieczornym niebie wisiał jeszcze 4,5-dniowy sierp Księżyca, który został moim pierwszym celem. Obraz Księżyca ustawionego w środku pola widzenia rysował się ostro, w naturalnej kolorystyce. Krawędź jego oświetlonej części była zabarwiona cienką obwódką aberracji chromatycznej, ale terminator odcinał się kontrastowo, a szczegóły wzdłuż niego były ostre i wyraźne. Wokół Księżyca obecna była naturalna poświata i pojedyncze, słabe duszki. Po przesunięciu Księżyca w stronę diafragmy, duszki przesuwają się na przeciwległą stronę pola widzenia, natomiast po przesunięciu Księżyca poza pole widzenia widoczna jest rozległa słaba poświata, która obniża kontrast w niemal całym polu.

Korzystając z odrobiny czasu do zachodu Księżyca, zerknąłem też na Jowisza. Na jego tarczy nie dostrzegłem żadnych szczegółów, natomiast nie zanotowałem też żadnych flar, a aberracja chromatyczna była szczątkowa. Trafiłem też na ciekawe ustawienie dwóch z jego czterech księżyców galileuszowych. Io i Europa tej nocy mijały się, tworząc księżycowy „układ podwójny” o separacji 17”.

Po zachodzie Księżyca przerzuciłem się na bardziej zwiewne cele. Rozpocząłem od egzotycznej parki: galaktyki M108 i mgławicy planetarnej M97, następnie wycelowałem w M106, M94, M63 i dalej, w M51 z wyraźnie widoczną NGC 5195. W Herkulesie wychwyciłem malutką gromadę kulistą NGC 6229, która tworzy malowniczy trójkąt z parą gwiazd. Jednak najciekawszą zdobyczą tej nocy była parka galaktyk M109 i NGC 3953. Jak widać, pod ciemnym niebem Celestron spisuje się bardzo dobrze.

Ostatnim testem na odblaski był Księżyc krótko przed pełnią w fazie 86% i 97%. To trudny egzamin dla każdej lornetki. Trzymając Księżyc idealnie w środku pola widzenia, oprócz naturalnej poświaty obraz jest czysty i bardzo przyjemny w odbiorze z rozsądnie kontrolowaną aberracją chromatyczną widoczną jako cieniutka obwódka na krawędzi księżycowej tarczy, jednak każde przesunięcie skutkuje pojawieniem się zielonkawych duszków o średniej intensywności. Z Księżycem przesuniętym poza diafragmę, w polu widzenia pojawiają się łukowate pojaśnienia i odblaski o różnej intensywności, rozmiarach i kształcie, niektóre dość jasne, w tym „fałszywe Księżyce”. Dokucza też ogólny spadek kontrastu. Kłania się słabe zmatowienie wnętrza lornetki i niedostateczne wyczernienie krawędzi elementów optycznych.

Muszę też wspomnieć, że lornetka podatna jest na wyraźne odblaski powodowane wpadaniem jaskrawego światła pod kątem do tubusów, co może doskwierać podczas obserwacji miejskich.

Podsumowanie


Celestron SkyMaster Pro 15×70 już na pierwszy rzut oka daje wrażenie wyraźnego skoku jakościowego w porównaniu do serii SkyMaster, choć sama konstrukcja mostka okularowego może przypominać tanie rozwiązanie rodem z segmentu budżetowego. Podobnie sprawa ma się z optyką i wnętrzem lornetki. Powłoki XLT wyglądają świetnie, jednak zmatowienie i wykończenie wnętrza pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Tak czy inaczej, rozpatrując tę lornetkę jako instrument do obserwacji nocnego nieba, muszę przyznać, że sprawdza się ona świetnie. Wraz z kolejnymi sesjami obserwacyjnymi przekonywałem się, że jej wady które opisałem nie przeszkadzają mi w pozytywnym odbiorze obrazu jako całości. Ta lornetka stanowi dobry kompromis między bardzo budżetowymi, słabymi optycznie i mechanicznie SkyMasterami, a solidnymi i sprawdzonymi, jednak dużo droższymi lornetkami astronomicznymi z indywidualną regulacją ostrości w okularach. W czasie dwóch głównych sesji pod ciemnym niebem Celestron wystarczył mi jako główny instrument obserwacyjny bez poczucia niedosytu powiększenia, zasięgu i pola widzenia. Myślę, że ta lornetka stanowi rozsądną, solidną alternatywę dla lornetki Delta Optical SkyGuide 15×70 dla tych, którzy preferują centralną regulację ostrości.

DSC_2383.JPG.fba028202c9919f8929bc03ed516afbb.JPG

Niezależnie od tego czy z czasem nie zawiedzie kolimacja i trwałość elementów mechanicznych, czego nie sposób przewidzieć i sprawdzić w czasie tak krótkiego czasu użytkowania, biorąc pod uwagę ogół wrażeń, recenzję muszę uczciwie zakończyć rekomendacją Celestrona SkyMaster Pro 15×70 jako lornetki, której zakup warto rozważyć z perspektywy miłośnika astronomii.

Marcin Siudziński

Kategoria: Astronomia, Lornetki, Recenzje i Testy
Otagowano: ,
Skomentuj

Recenzja okularów Baader Morpheus

Niemal 12 lat po teście okularów Baader Hyperion przez duet Astonocy, w którym miałem swój skromny udział, otrzymałem do testów prawie całą rodzinkę baaderowskich Morfeuszy. Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach doczekamy się dostawy okularu 17,5-milimetrowego, którego również będę miał możliwość przetestować.

Chociaż od premiery okularów z serii Baader Morpheus miną w lipcu dwa lata, są to ciągle okulary nieodkryte i być może przez to mało popularne. Zupełnie jak mitologiczny Morfeusz – tajemniczy, przyczajony gdzieś w ciemności bóg snu. Zobaczmy więc, co powoli wyłoni się z ciemności nocy.

594d6da1d44d4_1.1.MORFEUSZENADCHODZ.thumb.JPG.6bf7625e74c1eb493b669401a2cf6d3d.JPG

Komplet firmowy

W komplecie sklepowym znajduje się:

·         okular z dwoma dekielkami i tradycyjną prostą muszlą oczną,

·         dodatkowa muszla oczna z listkiem odcinającym światło boczne i z dodatkowym dedykowanym do niej dekielkiem,

·         kartonowe czarno-bordowe pudełko z gąbką techniczną i wyciętym precyzyjnie konturem okularu,

·         oraz materiałowe żółto-szare etui, z możliwością zawieszenia na pasku

594d6d83c5c72_2.1.KOMPLETFIRMOWY.JPG.3e8b5e87692ac41e641e12c89dae80f5.JPG

594d6dac165a3_3.1.PUDEKOOKULAROWE.thumb.JPG.724e50960c8458021628c75c53ad3f1a.JPG

594d6db2a001e_4.1.ETUIOKULAROWE.thumb.JPG.38e78abcbb6da80f91c6fccb2d4adcf0.JPG

 

Dane techniczne i budowa okularów

Pole widzenia (AFOV): 76o

Ogniskowe: 4,5mm  6,5mm  9mm  12,5mm 14mm 17,5mm

Masa: 350-400g

Liczba soczewek/grup: 8/5

Odległość oka (ER): 17,5–21mm

Maksymalna średnica obudowy okularów: 54mm

Parafokalne: tak

Barwa: czarna obudowa z fosforyzującym napisem

Cena: 999zł

 

 

Właściwości użytkowe

Baader Morpheusus to okulary dosyć duże, o gabarytach i wyglądzie porównywalnym z okularami Vixen LVW czy swoimi starszymi braćmi z rodziny Baader Hyperion. Ponieważ o gustach się nie dyskutuje, pominę moje osobiste odczucia na temat ich wyglądu i skupię się na właściwościach mierzalnych i użytkowych.

Deklarowane pole widzenia wydaje się być u wszystkich przedstawicieli rodziny jednakowe;   z jednej strony jest zdecydowanie większe niż 70-stopniowe pole w Pentaxach XW a drugiej wyraźnie mniejsze niż 82-stopniowe pole w np. w Naglerach. To 76-stopniowe pole jest moim zdaniem o tyle dobrze dobrane, że odpowiada maksymalnemu polu jakie użytkownik jest w stanie objąć wzrokiem na raz, bez rozglądania się na boki w poszukiwaniu diafragmy. Sama diafragma odcina się dosyć ostro; jedynie ostatni procent pola widzenia na obwodzie stanowi niebiesko-granatowa obwódka.

Ogniskowe prawie całej rodziny są dobrane również nieprzypadkowo. Każdy następny okular ma ogniskową o 40% większą niż poprzednik. Jedynie okular 14-milimetrowy             - zapewne jako często używana, popularna do różnych zastosowań ogniskowa – jest dodatkowo „wciśnięty” pomiędzy 12,5 a 17,5-milimetrowych braci.

Masa okularów zapewnia, że czuć je w dłoni a usytuowanie środka ciężkości sprawia, że nie są wywrotne po ustawieniu pionowo na stoliku obserwacyjnym.

54-milimetrowa średnica Morfeuszy w najszerszym miejscu z pewnością będzie pomocna przy mocowaniu parki okularów do nasadki bino. Przy takim rozstawie obserwacje stereoskopowe powinny być dostępne prawie dla każdego miłośnika astronomii.

Odległość ostrego widzenia to komfortowe 18-21 milimetrów w zależności od ogniskowej. Z użytkowania powinni być zadowoleni również okularnicy.

Morfeusze posiadają wielowarstwowe powłoki o bardzo subtelnym, trudnym do jednoznacznego określenia zabarwieniu. Zaryzykuję stwierdzenie, są delikatnie wrzosowo-purpurowe. Same powłoki muszą być bardzo dobrej jakości, jeśli przy 8 szkłach i kilkunastu granicach szkło-powietrze każdy okular cechuje się bardzo wysoką transmisją, o czym za chwilę.

Równie ważne dla komfortu obserwacji są gabaryty soczewek ocznych; mają aż 38-milimetrową średnicę i od strony zewnętrznej są płaskie. Dla porównania soczewki oczne Pentaxów XW mają 34-milimetrową średnicę a większości okularów szerokokątnych, które użyłem do testów porównawczych ma średnicę 15-25 milimetrów.

594d6db949100_5.1.REDNICASOCZEWEKOKULAROWYCH.JPG.6db8e54abf6bab64b220593153013694.JPG

Muszle oczne Morfeuszy mają niestety dwie wady – są za niskie jak na 20-milimetrowy ER okularów – mają jedynie 10mm wysokości.

594d6e42ad6c8_6.1.MUSZLAOCZNAPROSTA.thumb.JPG.a0a5bb7c04d134b58f8058b86f1a8c2e.JPG

Dodatkowo są wykonane ze  zbyt cienkiej gumy, bardzo trudno ją wywinąć z pozycji „spoczynkowej” to pozycji „roboczej” bez wyciągnięcia muszli z rowka zabezpieczającego.

594d6e4b266a3_7.1.WYWIJANIEMUSZLIOCZNYCH.thumb.JPG.5f23c268b9c13bd20e7a7df307880701.JPG

Druga muszla oczna niestety ma trzy wady – jest zdecydowanie za niska (ma jedynie 5mm wysokości), jest za miękka a jej listek wygięty zbyt mocno w bok zamiast do góry i nie odcina prawidłowo świateł bocznych.

594d6e563bd8b_8.1.MUSZLAOCZNAZLISTKIEM.thumb.JPG.c0aaee9244e2bdfc8f214b0eeb9d8e43.JPG

Na pocieszenie można powiedzieć, że przy muszlach tradycyjnych w trakcie samych obserwacji nie czuć dyskomfortu zbyt małej wysokości. Szybko nauczyłem się gdzie powinno być oko i umiejscawiałem je intuicyjnie we właściwym miejscu, chociaż od okularów w tym przedziale cenowym użytkownik wymaga czegoś więcej, np. rozwiązania z płynnie wykręcana muszlą oczną jak w porównywalnej cenowo serii WO UWAN . Na szczęście w okularach nie występuje uciążliwy efekt fasolki (efekt „black out”). Z drugiej strony, żeby nie było zbyt wesoło, wszystkie okulary są wrażliwe na nieosiowe patrzenie; gdy tylko np. Jowisz jest poza połową promienia pola widzenia i jest obserwowany nieosiowo, to natychmiast nawet w refraktorze apochromatycznym pojawia się z jednej strony delikatnie fioletowa obwódka. Warto dodać, iż użytkownicy z dostępem do drukarki 3D mogą pokusić się o poprawienie rozwiązania fabrycznego i wydruk ergonomicznych muszli okularowych o odpowiedniej wysokości i idealnie odcinających światła boczne.

594d6e5b89c51_9.1.MUSZLAOCZNA3D.thumb.JPG.d8e6c384bc7cd9a88a78f4c57e9a458c.JPG

Po zdjęciu muszli ocznej w każdym okularze widzimy gwint M43x0,75.

594d6e5f17bb5_10.1.GRAOKULARU.JPG.98471de7d237cd680f70375dc05b2511.JPG

Umożliwia on po zastosowaniu odpowiednich przejściówek i adapterów, fotografowanie i filmowanie w projekcji okularowej oraz digiscoping, o czym później.

Przemieszczając się dalej w dół okularu trafiamy na 20-milimetrowy gumowy pierścień do trzymania okularu. Jest dodatkowo rowkowany, co daje pewny chwyt bez ryzyka upuszczenia okularu.

Poniżej znajduje się kilkunastomilimetrowy pierścień z wygrawerowaną ogniskową, nazwą i polem okularu oraz logiem producenta. Unikalne jest pokrycie napisów farbą fluoryzującą, dzięki czemu wystarczy przez parę sekund poświecić na napis by delikatnie świecił w nocy przez ponad godzinę. Takie rozwiązanie pozwala na jednoznaczną orientację, gdzie w ciemnościach zlokalizowany jest okular oraz jaką ma ogniskową.

594d6ea6d650f_11.1.FOSFORYZUJCYNAPIS.JPG.c11002632a6338a157cec1f52c38bed1.JPG

Pod fosforyzującym napisem mamy dwuśrednicową tulejkę 2”/1,25”, która zapewnia uniwersalność mocowania w kątówkach i wyciągach różnych teleskopów.

594d6eb3ec567_12.1.DOKULARU.JPG.f4242df561b4e308ab734b4f35475c06.JPG

Tulejka na całej wysokości jest czarna i rowkowana. Półmatowa powłoka z farby jest wystarczająco twarda i odporna na zarysowanie -  po pierwszych sesjach obserwacyjnych na żadnej tulejce okularowej nie widać jakiegokolwiek śladu od śrub dociskowych czy camping ringów. Wewnątrz tulei 1,25” znajduje się gwint filtrowy. Niestety w okularach 14-milimetrowym oraz 12,5-milimetrowym jego głębokość wynosi niecałe 3 milimetry i jest minimalnie za płytka do wkręcenia wszystkich zwojów filtra. Na szczęście pozostałe Morfeusze mają głębsze, około 5-milimetrowe gwinty i filtry bezproblemowo wkręcają się do końca.

594d6ecb98467_13.1.GBOKOCIGWINTWFILTROWYCH.JPG.ad6feab45ace162dc20c1924853f75da.JPG

594d6ed17d9dd_14.1.OKULARYZFILTRAMI.JPG.f2175bd39126725d75b49c633b9eac0a.JPG

Tulejka 1,25” jest wkręcona w korpus, jednak w przeciwieństwie do Hyperionów, Morfeusze nie są z założenia okularami hybrydowymi i tulejki nie da się łatwo wykręcić (mi się nie udało), żeby przedłużyć korpus odpowiednimi pierścieniami dystansowymi, zmieniając przy tym ich wypadkową ogniskową.

Producent deklaruje, że cała seria okularów jest parafokalna. Nie jest to w 100% ścisłe. Z rodzinki wyłamuje się okular 9-milimetrowy, który trzeba minimalnie przeogniskować przed użyciem.

Cała seria ogniskuje w wyciągu teleskopowym dosyć płytko. W wyciągu refraktora 2-5mm płycej niż inne popularne okulary. O ile przy używaniu pojedynczych okularów te kilka milimetrów w tą lub tamtą stronę nie ma większego znaczenia, to przy nasadce bino zamontowanej do refraktora, gdzie o ostrzeniu na nieskończoność decydują milimetry może pojawić się problem.

I jeszcze jedno spostrzeżenie użytkowe na koniec. Wydaje się, że dosyć delikatne kartonowe pudełko nie wytrzyma zbyt dużo wilgotnych nocy – docelowo konieczne będzie zaopatrzenie się w zakręcane pudełka z tworzywa sztucznego lub walizeczkę z pianką techniczną. Ewentualnie można przechowywać Morfeusze w materiałowych futerałach dostarczanych w komplecie z okularami.

 

Właściwości optyczne

Transmisja okularów Baader Morpheus jest na bardzo wysokim poziomie. Pomimo skomplikowanej, wielosoczewkowej budowy zastosowane powłoki są bardzo wydajne a kolory oddane wiernie bez wyraźnego ocieplania czy ochładzania obrazu. Np. w podwójnej gromadzie Perseusza rzuca się w oczy kilka charakterystycznych pomarańczowawych gwiazdek; Albireo w każdym Morfeuszu prezentuje się pięknie jako pomarańczowo-niebieska parka gwiazd;  również obaj gwiezdni towarzysze gromady kulistej M13 mają prawidłowo oddane kolory – jeden jest żółtawy a drugi błękitny.

Dystorsja w Morfeuszach jest znaczna, o czym świadczy poniższe zdjęcie.

594d6efe180f3_15.1.POZIOMDYSTORSJI.thumb.JPG.c874e56d8e9fe5039b73c280a74c208e.JPG

Jednak będąc obiektywnym należy zaznaczyć, że dystorsja na bardzo podobnym poziomie występuje w ES-ach 82-stopniowych, a w słynnych TV Naglerach jest jeszcze minimalnie większa. Poza tym, w trakcie astro obserwacji ta wada nie jest uciążliwa ani nawet zauważalna. Co innego obserwacje za dnia, szczególnie budynków czy ściany lasu, tu dystorsja z pewnością będzie odczuwalna dla każdego użytkownika.

            Krzywizna pola występuje ale jest minimalna. Po prostu gdy wyostrzamy gwiazdy przy samej diafragmie do idealnych punkcików, gwiazdy w centrum pola widzenia minimalnie tracą na ostrości; i na odwrót. Tu ideałem okazał się Nagler 5mm, który pomimo znacznej dystorsji pole ma płaskie praktycznie do diafragmy.

Nieostrość brzegowa w teleskopach do światłosiły f/5 jest we wszystkich okularach korygowana na bardzo podobnym poziomie – od 90-95% w okularze 14-milimetrowym do 95-98% w pozostałych przetestowanych okularach z serii. To  świetny wynik, charakterystyczny jedynie dla bardzo dobrze skorygowanych okularów z górnej półki. Co ciekawe, poziom nieostrości zależy nie tylko od ogniskowej Morfeuszy ale też od obiektu, który obserwujemy. Najlepiej wypadły obserwacje Księżyca z ostrością około 98%, trochę gorzej było z księżycami Jowisza a najbardziej wymagającymi obiektami okazały się jasne gwiazdy, na których Morfeusze traciły ostrość zaraz po przekroczeniu 90%. Oczywiście cały czas mówimy o wymagającej światłosile f/5. W minimalnie ciemniejszym refraktorze f/6 było o 2-5% lepiej, w zależności od obserwowanego obiektu.

Astygmatyzm i koma pojawiają się we wszystkich okularach z serii dopiero na ostatnich 10% pola widzenia, przy czym nawet przy diafragmie nie są znaczące. Gwiazdki iskrzą subtelnie i w żadnym wypadku nie przypominają komet czy kalafiorów.

Odblaski – tu niestety nie jest tak różowo. Księżyc czy Jowisz położone tuż za diafragmą Morfeuszy powodują większe lub mniejsze pojaśnienie i refleksy świetlne w polu widzenia wszystkich przedstawicieli rodziny. A przy obserwacjach dziennych pod słońce obserwujemy zauważalny spadek kontrastu.

 

Współpraca z nasadką bino

Do testu użyłem nasadki WO 1,25”. Ogniskowanie było możliwe jedynie po zastosowaniu dedykowanego barlowa 1,6x oraz  kątówki 1,25”/ 90o. Obserwacja tarczy Księżyca i Jowisza z parką Morfeuszy 14-milimetrowych to czysta przyjemność. Efekt trójwymiarowości był bardzo wyraźny a obraz ostry prawie po diafragmę.

594d6fe1c0a25_16.1.PARKAMORFEUSZY.thumb.JPG.f45c77ae15e9c9243483ce82dc0f3a4f.JPG

Współpraca z barlowem

Zastosowałem barlowa TV 2x / 1,25”. Porównywałem Morfeusza 12-milimetrowego wraz z dokręconym barlowem z Morfeuszem 6,5-milimetrowym, w refraktorze f/6. Porównanie wykazało zauważalną degradację obrazu. Okular z barlowem – czego można było się spodziewać – dał dużo płytszą głębię ostrości, aberracja chromatyczna pojawiła się trochę bliżej środka pola widzenia i przy diafragmie była na poziomie trochę mniejszym od średniego. Z kolei nieostrość brzegowa zwiększyła się z 5% do 15% od diafragmy. Na szczęście pozostałe ponad 80% pola widzenia było dalej bardzo ostre.

 

Współpraca z fitrami

Do testu użyłem filtra Zhumell OIII 1,25” oraz trochę zbyt małego aperturowo do takich wąskich filtrów, Newtona C8N. Pod dosyć ciemnym podmiejskim niebem bez filtra nie udało mi się wypatrzeć żadnego fragmentu mgławicy Veil. Tymczasem po założeniu filtra oba główne składniki: Veil wschodni i zachodni widoczne były bezproblemowo w polu widzenia 14-milimetrowego Morfeusza, będąc obiektami oczywistymi, o wyraźnych charakterystycznych kształtach. Z kolei M27 i M57 dobrze widoczne bez filtra w każdym Morfeuszu, po dodaniu filtra wprost raziły w oczy oraz ukazały drobne detale na krawędziach swoich owalnych kształtów.

 

Digiscoping / Projekcja okularowa.

Pod muszlą oczną każdy Morfeusz posiada gwint umożliwiający – za pomocą odpowiedniego adaptera – podpięcie różnych rejestratorów cyfrowych. Nie miałem pod ręką żadnego dedykowanego adaptera lecz rejestrator w postaci starego, poczciwego smartfona Huawei P8 Lite, owszem. I nie zawahałem się go użyć w najprostszy możliwy sposób: przykładając go jedną ręką do okularu w odpowiednim położeniu i utrzymując prawidłowy dystans drugą dłonią. Jak widać nawet taką prymitywną metodą można uwiecznić nie tylko rośliny i ptaki w dzień, ale nawet wykonać proste astrofotki najjaśniejszych obiektów nocnego nieba.

594d6fe9b8694_17.1.KRZEWYZODLEGOCI50METRW.JPG.5a3ee6c40eb5c2b3f3e7a87417d16a37.JPG

594d70167482c_18.1.GOBZE100METRW.JPG.0036d219dd1e067c79499ddd297c2cfc.JPG

594d701a04865_19.1.GOBZ50METRW.JPG.9edd30d6cfc94ed76969641fc8a26dd4.JPG

594d7034dce2c_20.1.PIEWAJCYKOSOWSCHODZIESOCAZODLEGOCI2OMETRWNARONIKZDIAFRAGM.JPG.af025bc6bafabd416bbcca5080231dba.JPG

594d703a036ec_21.1_SOCE.PLAMY265940j.s.majacznawet265620j.s.i265810j.s..thumb.JPG.9e4426258ab123753b2f53f65e1b3517.JPG

594d704058ea9_22.1.WSCHDKSIYCAIKOMINOWYBOKEH.thumb.JPG.7f7956a7df25a0d4a709024773f52bed.JPG

594d7043c3753_23.1.SIERPWENUS27SEKFAZA43PROC.thumb.JPG.8f2db78080023b62df50737b670740cb.JPG

594d70450325c_24.1.JOWISZIKSIYCEGALILEUSZOWE.SEPARACJAEUROPYIIOTO18SEKUNDKTOWYCH.thumb.JPG.97e8c322ce7d8e59e78ea97638e6743b.JPG

Szczególnie ciekawie wyszło zdjęcie kosa śpiewającego przed wschodem Słońca, u którego widać nawet pojedyncze piórka na dziobie. (Przy okazji w prawym dolnym rogu został uwieczniony fragment diafragmy z granatową obwódką.) Z kolei ze zdjęć astronomicznych ciekawie wyszedł Jowisz ze swoimi czterema najjaśniejszymi księżycami. W momencie wykonywania zdjęcia separacja pomiędzy Europą a Io wynosiła zaledwie 18”. Na tarczy słonecznej, po zastosowaniu filtra udało się wyraźnie uwiecznić plamkę z grupy 2659 o wielkości zaledwie 40 jednostek słonecznych, a w pobliżu majaczą jeszcze mniejsze plamki nr 2656 i 2658.

 

 

Pojedynki

Tak się szczęśliwie złożyło, że prywatnie posiadam okulary będące odpowiednikami o ogniskowych praktycznie wszystkich Morfeuszy. Dodatkowo są one z podobnego przedziału cenowego 600-1300zł, czyli jest to okularowa klasa „średnia wyższa” w porywach do „wyższej podstawowej”. W związku z czym powstało pięć ciekawych pojedynków okularowych: Morfeusze vs okulary szerokokątne różnych producentów. Żałuję, że na czas testów nie dysponowałem żadnymi TV Delosami, ponieważ to właśnie Delosy obok Pentaxów XW wydają się być aktualnie głównymi konkurentami dla Morfeuszy na rynku.

Konfrontacja obejmowała obserwacje Księżyca, Jowisza, M13, M57, asteryzmu Gwiezdne Wrota, Albireo i Epsilonów Lutni. Wszystkie pary zostały przetestowane na dosyć jasnym dublecie apochromatycznym 600mm f/6 oraz jasnym i popularnym Newtonie C8N 1000mm f/5.

594d7047bc47a_25.1.MORFEUSZEZTSAPO1006.JPG.22293751e759768b564ba3666640279d.JPG

594d70a1b8db4_26.1.MORFEUSZEZNEWTONEMC8N.JPG.d37ba4e01752f0bdb4731d138879ab11.JPG

Co ciekawe, to ten sam egzemplarz teleskopu, na którym testowane były Hyperiony kilkanaście lat temu. Jeziorowy Masakrator, pomimo prawie piętnastu lat na karku, cały czas trzyma się wyjątkowo dobrze. *

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że w poniższym opisie wymienię jedynie te szczegóły konfrontacji, w których odnotowałem różnice w poszczególnych parach. Jednak generalnie, pomimo skrupulatności w wyłapywaniu tych różnic, było ich naprawdę niewiele. Po prostu prawie wszystkie 10 okularów prezentuje bardzo wysoki optyczny poziom w szerokim polu widzenia. Jedynie Vixen LV Zoom zdecydowanie odstawał od pozostałych okularów, oczywiście nie jakością dawanych obrazów ale swoim wąskim, około 50-stopniowym polem widzenia.

 

a)      M4,5 vs Nagler 5

594d705dd0bd7_27.1.M45vsNAGLER5.thumb.JPG.e117a09a0c1fdad25dca102fc51094a2.JPG

Najkrótszy z Morfeuszy miał bardzo wymagającego przeciwnika. Uległ mu minimalnie kategorii nieostrość brzegowa, gdzie notował troszkę gorsze wyniki na Jowiszu i gwiazdach ale praktycznie identyczne na Księżycu. Pokazał odblaski od Księżyca poza kadrem, ale z drugiej stronie zauważyłem przez niego więcej szczegółów na nieoświetlonej części tarczy księżycowej. Tak, Morfeusz pokazywał wyraźniej od Naglera twory księżycowe zatopione w świetle popielatym! Bardzo podobnie rozbił Epsilony w Lutni i tylko minimalnie gorzej ukazał M13. Na Gwiezdnych Wrotach był remis a M57 tylko minimalnie lepiej wyglądała w Naglerze. Wynik pojedynku w skali 1-10: 8,5 dla Morfeusza vs 9,0 dla Naglera.

 

b)      M6,5 vs UWAN 7

594d70630c888_28.1.M65vsUWAN7.thumb.JPG.37e49796df9b23d43ce0c49bee96e846.JPG

Kolejny Morfeusz stanął w szranki z bardzo dobrym okularem szerokokątnym – UWANem 7mm. W refraktorze pokazał troszkę większy poziom nieostrości brzegowej na Jowiszu i Gwiazdach ale był minimalnie bardziej ostry na księżycowych kraterach. Z kolei w Newtonie był minimalnie ostrzejszy od UWANa na wszystkich rodzajach obiektów. Był bardziej podatny na refleksy świetlne od świateł spoza kadru, ale ładniej rozdzielił Epsilony. W transmisji na Gwiezdnych Wrotach i gwiazdkach wokół Epsilonów był idealny remis zarówno w refraktorze jak i Newtonie. Wynik pojedynku w skali 1-10: remis 8,5 vs 8,5.

 

c)      M9 vs Pentax XW 10

594d706974c59_29.1.M9vsXW10.thumb.JPG.331133246fbf5b1549da2bf25b6c5d9e.JPG

9-milimetrowy Morfeusz walczył jak równy z równym ze świetnym Pentaxem XW. Wprawdzie uległ mu w większości kategorii (poziom nieostrości brzegowej, transmisja, rozbicie gwiazdek w M13) ale były to przegrane minimalne, prawie zawsze o włos. Identycznie pokazał rozbite Epsilony i słabe gwiazdki w ich najbliższym otoczeniu. Patrząc przekrojowo na wszystkie okulary i wszystkie obiekty, to Pentax okazał się najlepiej skorygowanym i wszechstronnym okularem w całej stawce a Morfeusz 9mm cały czas deptał mu po piętach.  Wynik pojedynku w skali 1-10: 8,5 dla Morfeusza vs 9,5 dla Pentaxa.

 

d)     M12,5 vs Vixen Zoom LV 8-24 @12,5

594d706eb9821_30.1.M125vsLVZOOM@125.thumb.JPG.2ad3fbdd0d7c8986bc858e69d5f17f26.JPG

Dla następnego Morfeusza nie miałem pod ręką szerokokątnego sparingpartnera. Jednak Vixen LV Zoom nastawiony na identyczną ogniskową okazał się okularem tylko minimalnie gorszym. Z jednej strony miał trudniej, bo to „tylko zoom” ale z drugiej strony skorygowanie dużo węższego pola jest prostsze i Vixen dużo przez to zyskał. Przeglądając notatki z obydwu sesji obserwacyjnych widzę, że prawie wszędzie był remis, jednak Morfeusz ładniej rozdzielił Epsilony oraz pokazał więcej gwiazdek na granicy zasięgu teleskopów w najbliższej okolicy M57. Wynik pojedynku w skali 1-10: 8,5 dla Morfeusza vs 8,0 dla Vixena.

 

e)      M14 vs ES 14mm

594d7076186b7_31.1.M14vsES14.thumb.JPG.633217150f3bc528564fda5ca1a70747.JPG

Najdłuższy z dostępnych Morfeuszy minimalnie odstaje od reszty rodziny w kategorii korygowania nieostrości brzegowej.  Jednak w pojedynku z ESem o identycznej ogniskowej w większości kategorii odnotowałem remis. Morfeusz okazał się o włos lepszy w rozbiciu gwiazdek w M13 gdy był podłączony do Newtona, za to w refraktorze był minimalnie gorszy. W obydwu teleskopach lepiej mu też wyszło rozdzielenie Epsilonów oraz ukazanie szczegółów na M27. Na Jowiszu również pokazał trochę więcej szczegółów. Wynik pojedynku w skali 1-10: 8,5 dla Morfeusza vs 8,5 dla ESa, ze wskazaniem na Morfeusza.

 

f) M17,5 vs DELOS 17,3 vs NAGLER 17

Morfeusza o najdłuższej ogniskowej udało mi się skonfrontować z jego bezpośrednim i najbardziej wymagającym konkurentem, czyli Delosem 17,3mm oraz dodatkowo z bardzo dobrej jakości klasykiem: Naglerem 17mm.

34.thumb.JPG.cda693f956d5a4d54a2b99709fb7f0cb.JPG

Oczywiście przy porównaniach wad brzegowych trzeba pamiętać o różnicach w polu widzenia, tu Nagler z największym polem zawsze będzie miał pod górkę a Delos minimalnie łatwiej niż Morfeusz.

 Transmisja – Zasięg gwiazdowy Morfeusza 17,5mm (okular 8-soczewkowy) na gwiazdach w okolicy 10mag jest o 0,3mag większy niż Naglera 17 T4 (świetnego okularu 7-soczewkowego). Uwzględniając 3% różnicy w ogniskowych okazuje się, że oba okulary mają identyczną transmisję! W tej kategorii zwycięża jednak Delos, który zawsze pokazywał gwiazdki o 0,1-0,2mag słabsze niż Morfeusz. Było to widoczne głównie w taki sposób, że słabe gwiazdki widoczne w Morfeuszu jedynie zerkaniem były w Delosie widoczne na wprost.

Nieostrość brzegowa – na Księżycu, Jowiszu i księżycach jowiszowych przy użyciu refraktora f/6 we wszystkich trzech okularach jest ostro prawie do diafragmy. Na jasnych gwiazdach jest minimalnie gorzej – tracą punktowość na ostatnich kilku procentach pola widzenia przy czym w Naglerze ten proces zaczyna się minimalnie wcześniej

Astygmatyzm – sprawdzony na wymagającej Wedze pokazał, że iskrzenie w środku pola widzenia i na brzegu pola widzenia jest identyczne w Morfeuszu i Delosie a w Naglerze znowu jest minimalnie większe.

Koma – występuje na jasnych gwiazdach, delikatnie widoczna na ostatnich paru stopniach przed diafragmą. I znowu w Delosie i Morfeuszu jest minimalnie lepiej korygowana niż w Naglerze.

Wierność oddania kolorów – we wszystkich trzech okularach kolory charakterystycznych gwiazd (Albireo czy SS Virgo) są żywe, oddane neutralnie – bez wpadania w ciepły lub chłodny zafarb.

Aberracja chromatyczna – w środku pola widzenia jest niezauważalna, przy diafragmie występuje na niskim poziomie, przy czym w Naglerze jest minimalnie bardziej widoczna.

Pozostałe różnice – w Morfeuszu nie występuje uciążliwy „efekt fasolki”, który w Delosie i  Naglerze czasami się pojawia. Z kolei Morfeusz jest minimalnie bardziej podatny na odblaski i flary od  silnych źródeł światła umiejscowionych zaraz poza kadrem. Dystorsja wszystkich trzech okularów jest zauważalna przy obserwacjach dziennych ale jej poziom nie jest uciążliwy. Oczywiście ze względu na swoją wagę i mocowanie 1,25”  zarówno Morfeusz jak i Delos jest poręczniejszy i mniej wymagający dla wyciągów okularowych niż Nagler. Wynik pojedynku w skali 1-10: Delos 9,5 vs Morfeusz 9,0 vs Nagler 9,0. Jednak biorąc poprawkę na różnicę w polach widzenia okularów wydaje mi się, że mamy bardzo blisko remisu a to oznacza, że warto było trochę poczekać Morfeusza 17,5mm. Jest on najlepiej skorygowanym okularem z całej rodziny o biorąc pod uwagę właściwości optyczne pozostaje naprawdę niedaleko w tyle za dwukrotnie droższymi wyrobami firmy Tele Vue.

Podsumowanie

Rodzina Baader Morfeusz to nowoczesne i ergonomiczne okulary szerokokątne, o uniwersalnym zastosowaniu, prawidłowo pozycjonowane cenowo. Posiadają dobrze skorygowane, szerokie i ostre prawie do diafragmy pole widzenia. Do światłosiły f/5 są praktycznie wolne od komy, astygmatyzmu i aberracji chromatycznej. Ustępują jedynie minimalnie topowym, droższym od siebie okularom. Drobną wpadkę w budowie muszli ocznej jesteśmy w stanie wyeliminować niewielkim nakładem finansowym. A znaczącą dystorsję poduszkową czy odblaski od jasnych obiektów poza polem widzenia trzeba będzie zaakceptować.

Tomasz Miazgowicz

Kategoria: Astronomia, Recenzje i Testy
Otagowano: , ,
Skomentuj

Recenzja głowicy astrofotograficznej Sky-Watcher Star Adventurer Mini

Dzięki uprzejmości firmy Delta Optical dostałem do testowania nowy montaż mobilny firmy SkyWatcher – Star Adventurer Mini.

Na początek trochę danych technicznych:

  • Rodzaj montażu: kompaktowa platforma śledząca.
  • Obszar użytkowania: bez ograniczeń, dla obu półkul.
  • Funkcje: śledzenie, sterowanie kamerą ( DSLR), oraz realizacja time – lapse.
  • Prędkości śledzenia: gwiazdowa), 0,5x gwiazdowej, księżycowa, słoneczna i ustawiana ręcznie.
  • Udźwig: do 3 kg.
  • Zębatka: średnica 36 mm, 72 zęby- aluminiowa.
  • Ślimacznica: średnica 11 mm, materiał – mosiądz.
  • Napęd: precyzyjne serwo prądu stałego.
  • Zasilanie: 2 baterie R6 (AA) wystarczające wg. producenta na 24 godziny pracy.
  • Zakres temperatur roboczych: -10 do + 40 C°.
  • Wymiary: 76x70x103 mm.
  • Waga: 650 gram.
  • Gwinty mocujące: 1/4 i 3/8 cala z załączonym adapterem 3/8 cala.
  • Montaż ma wbudowany router WiFi i buduje własną sieć bezprzewodową.
  • Montaż ma dwa elementy pomagające w ustawieniu na Polarną: podświetlany celownik typu muszka – szczerbinka oraz podświetlaną lunetkę biegunową.

Montaż przychodzi w estetycznym opakowaniu zawierającym:

  • Montaż,
  • Dovetail do instalacji aparatu foto,
  • lunetkę biegunową,
  • Układ podświetlenia lunetki biegunowej,
  • Baterię typu 2032 do zasilania podświetlenia lunetki biegunowej,
  • Instrukcję obsługi.

Montaż ma z dwóch stron zaślepki otworu w osi RA. Po ich wyjęciu otwór stanowi gniazdo lunetki biegunowej. Lunetka biegunowa ma bardzo precyzyjną grafikę (grawerkę) na podświetlanej szybce wewnątrz oraz doskonale spasowane gniazdo z zatrzaskami kulowymi mocującymi lunetkę w pewny i powtarzalny sposób.

Montaż nie ma własnych śrub regulacji kąta w poziomie i w pionie. W założeniach wykorzystuje w tym celu głowicę statywu fotograficznego lub inną, przez którą mocowany jest do podstawy (np. balustrady balkonu). Druga głowica np. przegub kulowy zamocowany do dovetaila pozwala na zmianę kadru aparatu foto.

Jako opcję fabryka proponuje kilka elementów mechanicznych, znanych z „dużego” Adventurera oraz spory asortyment kabli do sterowania DSLR za pomocą montażu.

Funkcje montażu

Montaż nie ma możliwości włączenia śledzenia lub jakiejkolwiek innej funkcji bez skorzystania z urządzeń zewnętrznych – tabletu, komputera lub telefonu. Ponieważ korzystam z Ipada załadowałem z AppStore aplikację SAM Console.

Konsola zgłasza się przez logo Sky-Watcher a potem pokazuje kilka opcji: Ustawienia (Settings) ma całkiem bogate menu. Włączyłem montaż i od razu aplikacja znalazła go i połączyła się. W prawym dolnym rogu ekran pokazuje stan baterii montażu, lewy dolny to nazwa sieci z którą jest połączony – w tym wypadku z siecią montażu. Można oczywiście zmienić zabezpieczenia sieci. Funkcja Polar Clock Utility to niezbędne dla prawidłowego ustawienia montażu aktualne położenie Polarnej z wykorzystaniem lunetki biegunowej.

Montaż oprócz dokładnego ustawienia przy pomocy lunetki biegunowej oferuje tez uproszczony sposób celowania w Polaris, taki jak na rysunku poniżej.

Producent zapewnia, że jest on wystarczający dla większości przypadków. Sprawdziłem to w następujący sposób: ustawiłem montaż na Polaris metoda standardową tzn. przez lunetkę i skontrolowałem położenie Polaris przez celownik – była dokładnie w centrum. Sadzę że przy zachowaniu pewnej staranności tego ustawienia pozwala ona na szybko ustawić montaż na biegun. Do celów astrofotografii zalecałbym jednak ustawianie przy pomocy lunetki. Zajrzałem też do opcji Time-lapse, jest sporo do ustawiania. Funkcja Time-lapse jest realizowana na kilka sposobów:

1. Astro time – lapse – ciekawa funkcja w której napęd śledzi ruch nieba przez określony czas, a potem wraca o taki sam kąt i zaczyna następną ekspozycję. Daje to ciekawy efekt końcowy opisany ładnie przez Phila Harta http://philhart.com/content/star-adventurer-mini-review

2. Regular exposure time lapse – używany do dziennych projektów time-lapse z możliwością sterowanego automatycznie obrotu głowicy, co daje ładne panoramy w połączeniu w typowym time-lapse jak z nieruchomego statywu.

3. Long exposure time lapse – jak powyżej, tylko do zdjęć nieba nocnego.

Wrażenia z użytkowania i ocena

Pierwsze wrażenie: idealny montaż dla latających samolotami na wakacje i dla takich co nie mogą się rozstać z astrofoto. Moje zainteresowanie jak na razie budzi tylko sposób mocowania lunetki biegunowej, która trzeba wyjąć aby zainstalować dovetail z aparatem. Jeśli montaż nie będzie wystarczająco stabilnie zainstalowany, to może się poruszyć przy tej czynności. Raczej lekki statyw foto się nie będzie nadawał w tej wersji, ale można wykorzystać dla niego opcję celownika muszka- szczerbinka. Mój zestaw testowy składał się z dwóch przegubów kulowych i uchwytu do rury produkcji Manfrotto typu fotograficznego, do rur o średnicy do 2 cali. Powiesiłem wszystko wysoko na płocie, aby wygodnie ustawiało się na Polaris.

Pierwsze próby na gwiazdach wykonałem 10.02.2017 przy pełni Księżyca, zachmurzenie cirrus, obrzeża Warszawy. W sumie warunki bez znaczenia , bo chodzi o ruch gwiazd a nie o jakość fotki. Kamera Nikon D 60, obiektyw SIGMA 50-200 HSM. ISO zmienne ze względu na LP nie pozwalające na długie ekspozycje. Waga 1250 gramów. Zestaw składał się z dwóch przegubów kulowych i uchwytu do rury – typu fotograficznego, do rur o średnicy do 2 cali. Powiesiłem to wysoko na płocie, aby wygodnie ustawiało się na Polaris. Samo ustawienie na biegun- bardzo proste, przy wspomaganiu aplikacji SAM Console na Ipada (albo Androida). Trwało dosłownie sekundy. Zestaw był zamocowany bardzo sztywno. Po delikatnym wyjęciu lunetki biegunowej i ponownym jej włożeniu położenie Polaris się nie zmieniło. Włożenie dovetaila (typowy Sky-Watcher) już nie jest tak ” agresywną” czynnością, bo lunetka ma zatrzaski kulowe, których opór trzeba pokonać a dovetail wsuwa się bez oporu i blokuje się go śrubą. Różnice w ustawieniu ostrości i krzywizna pola tego obiektywu zniekształca wyniki pomiarów, ale wprawne oko jest w stanie ocenić prawidłowość prowadzenia. Ocenę przeprowadziłem na pełnych klatkach, tutaj siłą rzeczy zamieszczam miniatury.

200 mm, 30 sekund:

200 mm 150 sekund:

200 mm 300 sekund:

Pomiar PE. Skala 6.28 arcsec/piksel. Montaż wykazuje błąd okresowy PE około 45 – 47 arcsec.

Oceniam te wyniki jako bardzo dobre. Do tej pory wykorzystywałem montaż podobnej klasy innej firmy, który z racji swej konstrukcji mechanicznej nie zapewniał takiej powtarzalności wyników i stabilności ustawienia na Polaris. Proste platformy śledzące spotykane do tej pory na rynku pozbawiony opcji time – lapse, sterowania aparatem i połączenia bezprzewodowego.

Sky-Watcher Mini Adventurer to ciekawa propozycja platformy śledzącej z opcjami time lapse, łatwa do spakowania do plecaka czy małej walizki. Według moich prób bez większych starań pozwala uzyskać nie poruszone obrazy nieba dla obiektywów 100-150 mm i czasach naświetlania do 240 sekund. Przy nieco większym nakładzie pracy i staranności ustawienia na gwiazdę Polarną można korzystać z obiektywów 200 mm.

Plusy:

  • Lekka, kompaktowa platforma śledząca o dużych możliwościach.
  • Udźwig wystarczający do standardowych DSLR.
  • Precyzyjne śledzenie i wyposażenie w lunetkę biegunową ( w standardzie) umożliwia wykorzystanie obiektywów o ogniskowych do 200 mm.

Minusy:

  • Wymaga dodatkowej platformy paralaktycznej do zdjęć astro-fotograficznych
  • Ma duży pobór prądu- znacznie większy od deklarowanego przez producenta. Nowe baterie Duracell wystarczyły na 2 godziny sesji z włączonym WiFi.
  • Wymaga pewnego mocowania do podstawy lub cięższego statywu ze względu na konieczność demontażu lunetki biegunowej. Stwarza to niebezpieczeństwo przestawienia [położenia względem bieguna.

Maciej Kapkowski

www.astrofun.pl

Kategoria: Aktualności, Astronomia, Bez kategorii, Poradnik, Recenzje i Testy
Otagowano: , , , , , , ,
Skomentuj

W nocy z piątku na sobotę mamy zaćmienie!

W nocy z piątku 10 lutego na sobotę 11 lutego dojdzie do pierwszego z dwóch zaćmień Księżyca w tym roku. Będzie to zaćmienie półcieniowe, co oznacza, że Księżyc znajdzie się wyłącznie w półcieniu Ziemi. Nie są to zjawiska tak spektakularne, jak częściowe, a tym bardziej całkowite, nie mniej jednak warto pokusić się o obserwacje czy wykonanie sesji zdjęciowej.
W momencie fazy całkowitej wynoszącej 0,9884 (niewiele zabrakło do zaćmienia częściowego) o godzinie 1:44 w nocy, tarcza Księżyca będzie dość mocno przyciemniona od jego północnej strony. Księżyca w zasadzie prawie ociera się o cień Ziemi, dając ciekawy efekt przyciemnienia, niepasujący do jakiejkolwiek obserwowanej fazy Księżyca.
Czytaj dalej

Kategoria: Astronomia
Skomentuj

Koma w teleskopach Newtona c.d.

Jak pisaliśmy w poprzedniej części artykułu, w światłosilnym teleskopie Newtona żaden okular nie zapewni pola widzenia wizualnie wolnego od komy, a nawet w tych „ciemnych” ich wybór jest mocno ograniczony. Jest to przeciwstawne z tym, co często mówi się o popularnych ostatnio seriach okularów 82-stopniowych czy 100-stopniowych. Takie okulary nie usuwają i nie redukują komy zwierciadła głównego, a wręcz wzmacniają jej widoczność poprzez duży rozmiar kątowy obrazu i świetną korekcję własnych wad na brzegach. Po umieszczeniu w teleskopie Newtona o światłosile F/4.5 choćby najtańszego korektora komy (np. Baader MPCC mk III) osiąga się szokującą poprawę walorów obrazu i ciężko później jest powrócić do poprzedniego stylu obserwacji. Kolejną korzyścią z posiadania korektora komy jest fakt, że przy próbach astrofotografii będzie można od razu uzyskać punktowe gwiazdy. Na co więc zwracać uwagę przy wyborze korektora komy?

 

1. Budowa optyczna korektora

 

Na rynku obecne są trzy podstawowe typy korektorów komy. Pierwszym, najtańszym, jest korektor typu Ross’a, składający się z dwóch, rozdzielonych, pojedynczych elementów optycznych. Jeden z nich zwykle jest dodatni, drugi – ujemny. Ogromną zaletą takich korektorów jest mała długość, niska waga oraz wysoka transmisja światła. Prosta budowa optyczna skutkuje odpornością na nieosiowe ustawienie względem osi optycznej. Korektory Ross’a z reguły nie zmieniają powiększenia teleskopu. Zalety prostego układu optycznego są niestety obarczone wprowadzeniem aberracji sferycznej, objawiającej się zmiękczeniem obrazu przy powiększeniach planetarnych. Na szczęście, w obserwacjach ze źrenicami wyjściowymi powyżej 2 mm, aberracja ta pozostaje całkowicie niewidoczna, tak jak koma korygowana w szerokim zakresie od F/3.5 do F.5.

Innym typem korektora komy jest układ dwóch dubletów achromatycznych, umieszczonych w odstępie kilkudziesięciu mm. Pierwszy dublet od strony zwierciadła jest ujemny i ma za zadanie odpowiednią korekcję wad optycznych, drugi, dodatni, tworzy skorygowany obraz. Niewątpliwą zaletą tego układu jest brak aberracji sferycznej, co gwarantuje ostre jak brzytwa obrazy detali planetarnych w całym polu widzenia krótkoogniskowych okularów. Niestety, jest to okupione wprowadzeniem dodatkowego powiększenia, tzw. efektu Barlowa, na poziomie kilku-kilkunastu %, co jest nieodzowne aby skorygować aberrację sferyczną w tego typu układzie. Oznacza to tyle, że okular o ogniskowej 31 mm po zastosowaniu takiego korektora staje się okularem 26 mm, a przecież pole widzenia w dużym Newtonie jest dobrem deficytowym. Jeśli korektor dubletowy nie wprowadza efektu Barlowa, najprawdopodobniej również będzie on obarczony aberracją sferyczną, a także będzie bardzo niewygodny w zastosowaniu, gdyż ze względu na sporą długość, będzie potrzebny bardzo duży zapas wsuwu wyciągu okularowego.

Ostatnim typem korektora komy jest korektor typu Wynne’a. Składa się on z trzech, pojedynczych elementów optycznych, zewnętrznych dodatnich i środkowego elementu ujemnego. Takie korektory zapewniają perfekcyjną korekcję komy w szerokim polu widzenia dla luster o światłosile nawet F/3, przy czym nie wprowadzają żadnych wad własnych i co ważne, nie posiadają efektu Barlowa. Wady takich korektorów są za to poważne. Przede wszystkim, znaczna długość zespołu optycznego rzędu 150 mm i bardzo silne krzywizny soczewek, co skutkuje bardzo dużą podatnością na wszelkie błędy wykonania i nieosiowości. Z tych właśnie powodów, są to korektory bardzo kosztowne, wręcz elitarne.

Korektor typu Rowe jest dość oryginalny i rzadko o nim się wspomina, gdyż optymalizacja tego układu ma na celu osiągnięcie bardzo dużego backfocus’a aż 90 mm. Jakość korekcji jest jednak niższa niż w przypadku korektora Rossa.

 

2. Backfocus (odległość robocza)

 

Korektor komy, należy umieścić w określonej odległości od płaszczyzny obrazu. Odległość ta, w zależności od modelu, wynosi od 55 do 90 mm. 55 mm jest wystarczającą odległością, optymalną ze względu na głębokość osadzenia matrycy w korpusie lustrzanki DLSR i na 10-mm grubość T-adapterów. Większe odległości robocze mogą przydać się przy stosowaniu off-axis guiderów, lecz wtedy wzrasta ryzyko powstawania ugięć.

 

3. Średnica skorygowanego obrazu i winietowanie

 

Wszystkie korektory komy dostępne na rynku są w stanie „obsłużyć” w pełni sensory APS-C, zapewniając bardzo dobrą korekcję i 100% oświetlenia pola obrazu o średnicy 36 mm. Niestety, tylko nieliczne (i bardzo kosztowne) korektory Wynne’a 2,5” i 3” są w stanie idealnie współpracować z sensorami pełnoklatkowymi.

 

4. In-focus (głębokość ogniskowania)

 

Zwyczajne umieszczenie korektora komy na drodze promieni światła w układzie zwierciadlanym Newtona nie oznacza od razu, że cały system zadziała. Elementy optyczne korektora komy zmieniają backfocus całego teleskopu, z reguły wysuwając go z tubusa o kilka-kilkanaście mm, a sam korektor posiada jedno, jedyne, właściwe położenie względem zwierciadła teleskopu.

Sytuacja komplikuje się nieco, jeśli korektor komy posiada tzw. „visual back”, czyli inaczej adapter 2” do mocowania okularów. Aby korekcja komy była nienaganna, backfocus korektora komy musi pokrywać się z diafragmą okularu z dokładnością ok. +/- 1 mm. Niestety, co okular, to inna pozycja diafragmy względem tulei mocującej okularu i rzadko kiedy jest ona „przepisowo” umieszczona na początku tulei mocującej. Dobrze, jeśli visual back posiada regulowaną wysokość. Mając okular o znanej pozycji diafragmy można ustawić go właściwie w takim korektorze, a następnie jednorazowo wyregulować ostrość wyciągiem okularowym, po czym nie dotykamy więcej pokręteł w wyciągu. Po każdej wymianie okularu ostrość dostosowujemy regulacją wysokości visual back-a w korektorze. Jeśli nasz korektor nie posiada regulowanego akcesorium do obserwacji wizualnych, jakość jego pracy będzie daleka od satysfakcjonującej, gdyż pozycja okularu będzie najprawdopodobniej ustalona na wysokość diafragmy pokrywającą się z początkiem tulei.

 

Rys. 1: Przykład korektora z regulowanym visual back’iem (Tele Vue Paracorr II).

 

W zastosowaniach wizualnych, szeroka obudowa korektora komy z visual backiem mieszczącym w sobie tuleję okularu wymusza znaczne wsunięcie wyciągu w głąb tubusa, czasem nawet o 25 mm. Z tego powodu, po doposażeniu teleskopu w korektor komy, konieczna jest regulacja ostrości wyciągiem w dół i może zdarzyć się, że ostrości nie będzie można ustawić wcale, gdy teleskop posiada skromny backfocus (a tak najczęściej jest w przypadku „wizualnych” Newtonów). Wiele korektorów na szczęście posiada budowę modularną, co warto uwzględnić przy ich wyborze.

 

Rys. 2: Przykład modularnego korektora komy (Baader MPCC mk III).

 

5. Połączenia gwintowe z akcesoriami.

 

Modularna budowa korektora komy pozwala na rozebranie go do postaci prostego cylindra o średnicy zewnętrznej maks. 2” (50,8 mm) z zespołem soczewek korygujących, które w całości mieszczą się wewnątrz tulei wyciągu. Na końcu takiego cylindra zazwyczaj będą znajdowały się dwa rodzaje gwintów. Zarówno męski M42x0.75, zwany inaczej gwintem T-2, jak i gwint M48x0.75, inaczej zwany filtrowym, 2-calowym. To uniwersalne zestawienie połączeń pozwoli zarówno na podłączenie do korektora akcesoriów fotograficznych (T-ringi, ekstendery, kamery CCD) jak i filtrów 2” oraz tulei okularowych. Tak, za pomocą odpowiednich przedłużek, np. Baader Finetuning ring 14 i 28 mm oraz pustych opraw filtrowych 2”, można dorobić we własnym zakresie przedłużkę tulei okularu i zamontować do niej korektor na stałe i to od razu we właściwej odległości. W zasadzie, po takim „upgrade” okularu, zjawisko komy przestaje być dokuczliwe w codziennych obserwacjach teleskopami o światłosile do F/4 włącznie. Jeśli korektora nie da się „rozebrać” do postaci, kiedy to w całości mieści się w wyciągu, nie warto zaprzątać sobie głowy takim rozwiązaniem, bo w praktyce taki korektor okaże się bardzo trudny, bądź niemożliwy do właściwego ustawienia.

Dla krytycznych obserwacji drogim zestawem okularów w jasnym Newtonie może być pomocny zakup 2-3 różnego typu korektorów o takiej właśnie, modularnej budowie i sprzęgnięcie ich na stałe z okularami krótko i długoogniskowymi, mając na uwadze ich wady i jednocześnie wykorzystując zalety. Na przykład, śmiało można zastosować korektor Rossa z okularami szerokokątnymi, gdyż aberracja sferyczna przy małych i średnich powiększeniach jest niewidoczna, a pole widzenia nie będzie niepotrzebnie zawężane przez efekt Barlowa znany z dubletowych korektorów. Z drugiej strony, korektor typu dublet – dublet stworzy doskonałe narzędzie obserwacji planetarnych z krótkoogniskowym okularem, świetnie korygując komę w całym polu widzenia, a dodatkowo jeszcze zwiększy nieco powiększenie. Rozwiązanie tego typu jest wciąż tańsze, niż jeden, referencyjnej klasy korektor komy z regulowanym visual backiem. Na koniec, jeśli pomyślimy jeszcze o tzw. parfokalizacji zestawu naszych, pomysłowo skorygowanych pod kątem komy okularów, uwolnimy się całkowicie od problemu zmienności punktu ogniskowania lub brakiem wystarczającego backfocusa w teleskopie Newtona.

 

Tab. 1: Porównanie najpopularniejszych korektorów komy

Korektor:

Typ:

Backfocus:

Krotność:

Modularny?

Baader MPCC III

Ross modyf.

55 mm

1,00x

TAK

Baader RCC1

Rowe

90 mm

1,00x

TAK

DO-GSO korektor komy

Dublet + dublet

75 mm

1,10x

TAK

Sky-Watcher F/5 korektor komy

Ross

55 mm

0,90x

NIE

Sky-Watcher F/4 aplanatyczny

Dublet + dublet

55 mm

1,00x

NIE

TeleVue Paracorr II

Dublet + dublet

75 mm

1,15x

TAK

  

Kategoria: Astronomia, Poradnik
Skomentuj

Koma w teleskopach Newtona

Od strony optycznej, niewątpliwą wadą teleskopów Newtona jest aberracja optyczna zwana komą. Jest to wada pozaosiowa, występująca jedynie w przypadku nieosiowego padania światła na lustra wklęsłe i dotyczy wyłącznie obrazu pozaosiowego. Podczas tworzenia obrazu w teleskopie zwierciadlanym, równoległe promienie światła natrafiają na przeciwległe brzegi lustra o określonej krzywiźnie. O ile w przypadku wiązki światła równoległej do osi optycznej (zwierciadła) krzywizny po przeciwnych stronach osi optycznej zawsze są identyczne, to dla promieni pozaosiowych krzywizna „widziana” przez każdy promień ulega zmianie. Różne krzywizny w przekroju wiązki oznaczają różne ogniskowe dla różnych partii wiązki. Z tego powodu, często określa się komę jako wada zmienności powiększenia w funkcji apertury. Dla żadnej z wiązek pozaosiowych, nie istnieje więc jeden konkretny punkt ogniskowania, co uwidacznia poniższy rysunek:

 

Rys. 1: Geometryczne odwzorowanie aberracji komatycznej.

 

Natężenie aberracji komatycznej rośnie proporcjonalnie do odległości obrazu od osi optycznej. Wielkość komy silnie zależy też od światłosiły: W przypadku kątowego pola widzenia koma przyrasta do kwadratu światłosiły, z kolei w przypadku pola liniowego – aż do jej sześcianu!

 

Rys. 2: Symulacja widoku Plejad w Newtonie F/4 ze skorygowaną komą i w teleskopie nieskorygowanym.

 

Aby opisać i zrozumieć widoczność komy w teleskopie musimy wprowadzić do uporządkowanego świata geometrii zjawiska dyfrakcji. Otóż dyfrakcja występująca w teleskopach ogranicza minimalny kątowy rozmiar aberracji komatycznej, jaki może zostać odwzorowany w teleskopie do rozmiaru większego niż krążek Airego (rys. poniżej).

 

Rys. 3: Geometryczna symulacja komy zwierciadła parabolicznego.

 

Gdy okular teleskopu odwzorowuje krażek Airego o polu widzenia 1 minuty kątowej, nie oznacza to, że koma większa od tej wartości automatycznie zostanie zaobserwowana. Ludzkie oko potrzebuje dużo więcej, niż tylko graniczną 1 minutę kątową, aby dostrzec kształt komy. W praktyce, aby koma mogła zostać dostrzeżona w okularze, powinna mieć długość powyżej 3 minut kątowych, choć dostrzegalność komy w realnych warunkach zależy od wielu czynników, np. od seeingu, kolimacji i jakości okularu. Istnieje jednak uproszczenie, pomocne do obliczania pole widzenia wizualnie wolnego od komy w teleskopie Newtona:
 
 
D [mm] = 0,066 x (F)^3.

 

gdzie D – liniowe pole widzenia, F – światłosiła zwierciadła

 

Okazuje się, że w teleskopie o światłosile F/6 pole widzenia wizualnie wolne od komy wynosi 14,2 mm, natomiast w teleskopie F/4,7 już tylko 6,85 mm.
 
Dla obserwatora wizualnego ważniejsza jednak jest nie liniowa, lecz kątowa wielkość obrazu wizualnie wolna od komy. Z racji liniowego wzrostu komy w funkcji odległości od osi optycznej, kątowy rozmiar obrazu wolnego od tej wady nie powinien zmieniać się w funkcji zmian powiększenia w teleskopie o danej światłosile. Co więcej, aberracje własne na brzegu pola widzenia większości okularów astronomicznych są z reguły sporo większe, niż 3 minuty kątowe, dzięki czemu kryterium można „poluźnić” do 6”. Dzięki temu oraz po kilku przekształceniach trygonometrycznych, uzyskujemy kolejną prostą zależność pola widzenia wolnego od komy: D [stopnie] = F^2. Można przedstawić to w formie czytelnej tabeli:

 

Światłosiła reflektora Newtona

Pole widzenia wolne od komy

Okulary oferujące pole wizualnie wolne od komy

F/4

16°

-

F/5

25°

-

F/6

36°

Okulary ortoskopowe

F/7

49°

GSO Plossl, TV Plossl

F/8

64°

BP Hyperion, Vixen LVW, SW SWA-58, TV DeLite

F/9

81°

TV Nagler, WO UWAN, Baader Morpheus, ES 82°

F/10

100°

TV Ethos, WO XWA, ES 100°

Tab. 1: Zależność kątowego rozmiaru obrazu wizualnie wolnego od komy od światłosiły teleskopu.

 

Kategoria: Astronomia, Poradnik
Skomentuj

Wybór teleskopu do prowadzenia pokazów nieba

Aktualnie mamy jasne, letnie noce, możemy więc wykorzystać ten czas na przybliżenie sprzętu do prowadzenia publicznych pokazów nieba. Jak się okazuje, wcale nie musi być to sprzęt duży i ciężki.

Przez długie dziesięciolecia praktyczna nauka podstaw astronomii w szkołach napotykała na liczne problemy. Trudno było o dobrą literaturę, dobry atlas nieba był prawdziwym skarbem, a zdobycie dobrej jakości sprzętu obserwacyjnego graniczyło z cudem i wiązało się z potężnymi kosztami. Istnieje pewna grupa osób, dla której niedostatki poziomu wiedzy o astronomii jakie wynieśliśmy ze szkół są doskonałą sposobnością na rozwiniecie działalności w zakresie popularyzacji astronomii, która w ostatnich latach staje się niezwykle popularna, co nas cieszy. Uczestnictwo w różnego rodzaju pokazach nieba w terenie pozwoliło nam na wyciągnięcie pewnych wniosków, które istotne będą w praktyce popularyzatora astronomii. Przedstawiamy zatem „idealne” teleskopy z zacięciem do prowadzenia pokazów nieba w sposób komfortowy i wydajny.

Dobry teleskop, to taki teleskop, przez który prowadzone będą obserwacje.

 

Tak mówi stare porzekadło. Na nic zda się ogromny teleskop ważący 50 kilogramów stojący w pomieszczeniu na pierwszym piętrze. Teleskop musi być przyjazny dla prowadzącego, a jednocześnie posiadać odpowiednio dużą aperturę by zebrać wystarczająco dużo światła. Przypatrzmy się kilku propozycjom tego typu teleskopów.

 

Teleskop Celestron NexStar Evolution 6, 8 i 9,25”

Są to teleskopy systemu SCT, katadioptryczne, o średnicy od 15, 20 i 23 cm. W zależności od budżetu warto wybrać model jak największy. Przy ich aperturze i przy dobrej stabilności powietrza dostrzeżemy drobniejsze detale na tarczy Jowisza. Wprawne oko, w sprzyjających okolicznościach, wypatrzy Wielką Czerwoną Plamę, a w pierścieniach Saturna powinna być zauważalna Przerwa Cassiniego. Ci, którzy będą mieli szczęście użytkować taki sprzęt pod ciemniejszym niebem, będą w stanie odnaleźć dziesiątki obiektów mgławicowych, spośród których te najjaśniejsze będą prezentować się dość efektownie. Krótka i zwarta tuba optyczna modelu 6” posiada około 30 centymetrów długości i waży niecałe 4 kilogramy. Tubus zawieszony jest na montażu azymutalnym z elektrycznym napędem w obu osiach, a co więcej, pozwala automatycznie wyszukiwać obiekty na niebie dzięki wbudowanej bazie 40 tysięcy obiektów. Z praktycznych udogodnień warto wymienić wbudowany w podstawę akumulator litowo-jonowy. Żadnych kabli, zasilaczy, całość tworzy dość zwarty i łatwy do przeniesienia zestaw o wadze 16 kg. Wisienką na torcie jest obecność modułu Wi-Fi oraz aplikacji, pozwalającej użytkownikowi smartfona czy tableta na bezprzewodowe sterowanie wszystkimi funkcjami teleskopu przy pomocy cyfrowego atlasu nieba. Po podłączeniu do teleskopu planetarnej kamery astronomicznej możliwe jest przesyłanie obrazu za pośrednictwem interfejsu USB do komputera, sprzęgniętego z rzutnikiem. Dla wymagających w dziedzinie astrofotografii miłym dodatkiem jest oferowany od niedawna klin paralaktyczny, dostępny dla wersji 6 i 8”.

 

Rys. 1: Bezprzewodowy teleskop Celestron NexStar Evolution 6″ z dostępem Wi-Fi i akumulatorem Litowo-Jonowym.

Teleskop Sky-Watcher BKP15075EQ3-2

Gdy fundusze nie pozwalają na zbyt wiele, warto postawić na model o klasycznej i sprawdzonej optyce w systemie Newtona. Dobrym wyborem, jest teleskop o średnicy 15 centymetrów. W przeciwieństwie do bardzo popularnych 20-centymetrowych Dobsonów są to teleskopy, które można uznać za łatwe do transportowania i przenoszenia. BKP15075 to klasyczny, któtkoogniskowy Newton z lustrem parabolicznym o średnicy 150 mm. Przy ogniskowej 750 mm ma on około 65 centymetrów długości. Teleskop został zawieszony na montażu paralaktycznym EQ3-2 ze statywem aluminiowym lub stalowym, tłumiącym drgania (do wyboru). Od takiego zestawu wiele osób rozpoczynało swoją przygodę z astrofotografią. Krótkoogniskowa tuba zawieszona na EQ3-2 po wyposażeniu nawet
w prosty napęd pozwala podjąć pierwsze realne próby z fotografowaniem nocnego nieba. Prosty napęd pozwoli śledzić obiekty, które nie uciekają z pola widzenia przy szerszej audiencji. Dla wymagających, istnieje możliwość zakupu bądź doposażenia teleskopu BK15075Q3-2 w lunetkę biegunową oraz system wyszukiwania i naprowadzania na obiekty SynScan GO-TO z bazą ponad 40 tysięcy obiektów. Pod względem jakości dawanego obrazu teleskop ten nie będzie wiele ustępował opisanemu wcześniej znacznie droższemu Evolution 6.

 

Rys. 2: Teleskop Sky-Watcher BKP15075 EQ3-2 z systemem GO-TO i statywem aluminiowym.

Opisywane tutaj modele teleskopów są aktualnie wiodącymi propozycjami sprzętu optymalnego, z punktu widzenia popularyzacji astronomii i mobilnego prowadzenia pokazów nieba. Tego typu urządzenia dają szansę na komfortowe prowadzenie obserwacji także w miejscach oddalonych od cywilizacji, gdzie widoczność obiektów głębokiego nieba jest bez porównania lepsza dla osób po raz pierwszy spoglądających przez teleskop w niebo. Gorąco zachęcamy do poszukiwań i organizacji obserwacji z dala od centrów miast, nawet kosztem logistyki i dostępności miejsca obserwacyjnego. Nic, nawet najdroższy system optyczny i nawet największa apertura nie zastąpi ciemnego nieba, o które z roku na rok jest coraz trudniej. Jeszcze 5-6 lat temu mogliśmy prowadzić pokazy nieba z naszej Centrali, oddalonej o 3 km od centrum 40-tysięcznego Mińska Mazowieckiego, a w bezksiężycowe noce bez trudu w zenicie można było dostrzec Drogę Mleczną. Dziś, jest już to niemożliwe. Śpieszmy się kochać astronomię obserwacyjną, tak szybko ginie nam ciemne niebo!

Kategoria: Astronomia, Bez kategorii, Poradnik, Recenzje i Testy
Skomentuj

Wstęp do okularów astronomicznych

W większości obecnie produkowanych teleskopów, w zestawie akcesoriów znajdują się okulary. Niestety, ich jakość jest zbyt niska, jeśli towarzyszy im duży, światłosilny Newton, refraktor z obiektywem ze szkła niskodyspersyjnego, czy nowoczesny katadioptryk. Choć tekstów tego typu jak ten zostało napisanych już dziesiątki, a miejsca mamy mało, zapraszamy do zapoznania się z nim, w celu usystematyzowania wiedzy o okularach. Mamy nadzieję, że pomoże on wybrać lepsze okulary do posiadanych przez Państwa teleskopów.

„Kitowce”

Okulary „kitowe” dzielimy na XVII-wieczne konstrukcje Huygensa, okulary Ramsdena i nieco nowocześniejsze okulary Kellnera. Te rodzaje okularów posiadają małe pole widzenia, odpowiednio 40, 35 i 45 stopni, nie pozwalające ogarnąć wzrokiem większej części nieba. Ich odległość od oka jest bardzo mała, w praktyce należy niemal dotykać okiem soczewki, aby objąć pole widzenia. Transmisja tych okularów jest niska, gdyż nie posiadają powłok wielowarstwowych, a prosta konstrukcja nie pozwala skorygować wielu własnych wad optycznych, zwłaszcza aberracji chromatycznej, astygmatyzmu, komy i krzywizny pola widzenia. Niedokładne wykonanie, nieefektywne powłoki, skutkują nieostrym obrazem pełnym odblasków i pozbawionym kontrastu. Te okulary nie są rekomendowane, jeśli poważnie myślimy o obserwacjach nieba.

Rys. 1: Garść okularów kitowych typu Kellnera.

Najprostsze czasem znaczy najlepsze – Plossl

Pierwszą konstrukcją optyczną okularów którą można polecić to okulary Plossla. Składają się z czterech soczewek w dwóch grupach. Ich pozorne pole widzenia wynosi od 50 do 58 stopni, a odległość od oka wynosi 70-80% wartości ogniskowej. Z racji prostej konstrukcji zapewniają dobrą transmisję i brak odblasków, o ile zastosowane są na nich wielowarstwowe powłoki. Ich aberracje są dobrze korygowane, jeśli obiektyw teleskopu nie posiada światłosiły większej od F/6. Doskonałe Plossle produkuje firma Tele Vue. Ich dokładnie wykonane ze specjalnych szkieł soczewki, znakomite, wielowarstwowe powłoki, zapewniają doskonałej jakości obraz, nawet w teleskopach o światłosile F/5. Dobre i niedrogie Plossle znajdują się w ofercie firm takich, jak Sky-Watcher, Celestron, Vixen i GSO.

Rys. 2: Najtańsza propozycja Plossla – produkowany przez Delta Optical – GSO.

Gdy liczy się jakość – Ortoskopy

Interesującą konstrukcją okularów są okulary ortoskopowe. Małe pole widzenia wynoszące 40-45 stopni, jak i odległość od oka wynosząca 80% wartości ogniskowej są przeciętne, lecz siła ortoskopów leży gdzie indziej. Specyficzna konstrukcja optyczna powoduje, że obraz w nich wykazuje się nadzwyczajną ostrością, kontrastem, brakiem chromatyzmu i jest pozbawiony wad geometrycznych (dystorsji). To właśnie spowodowało, że najbardziej cenione na świecie okulary do obserwacji szczegółów Księżyca i planet to właśnie „ortoskopy”. Okulary tej konstrukcji można aktualnie znaleźć w ofercie firmy Baader Planetarium (Classic). Zastąpiły one słynne okulary serii Genuine, oparte na optyce zakładów Carl Zeiss-Jena.

Rys. 3: Ekonomiczny ortoskop z serii Baader Classic.

Plossl „na sterydach” – okulary Erfle’a

Wartą polecenia grupą uniwersalnych okularów są okulary Erfle’a. Od Plossla odróżnia je umieszczenie soczewki/dubletu achromatycznego pomiędzy dwoma zespołami soczewek, co zwiększa pozorne pole widzenia do 60-70 stopni. Stopień korekcji okularów Erfle’a w światłosilnych teleskopach nie należy do najlepszych. W porównaniu z Plosslem, nie ma postępu, co widać zwłaszcza na brzegach powiększonego pola widzenia. Odległość od oka zależy od ich ogniskowej i wynosi od 50 do 80% wartości ogniskowej, w zależności od serii i producenta. Najszerszą gamę okularów Erfle produkuje firma GSO (Super View) oraz Sky-Watcher (LE i LET). Warte polecenia są szczególnie okulary William Optics SWAN, będące w istocie modyfikacją układu Erfle’a.

Rys. 4: Majestatyczny okular Erfle’a o ogniskowej aż 50 mm.

W pogoni za polem widzenia

Znaczący postęp w konstrukcji okularów dokonał się w drugiej połowie XX wieku. Coraz lepsze gatunki szkieł, lepszy dobór i wykonanie, wydajniejsze powłoki i wprowadzenie symulacji komputerowych zaowocowały opracowaniem wielu nowych konstrukcji optycznych. Dominującym odbiorcą nowoczesnej optyki był przemysł wojenny, obecny zwłaszcza w USA, Niemczech i Japonii. Po nim plasowała się optyka mikroskopowa, laboratoryjna, lotnicza. Nowoczesne technologie, z jednej strony maksymalizowały pozorne pole widzenia, z drugiej, zwiększały odległość od oka, aby możliwe były komfortowe obserwacje w okularach korekcyjnych. W pierwszym z tych aspektów prym wiedli Amerykanie, natomiast w drugim, Japończycy.

Miłośnicy obserwacji nieba mieli w tym wszystkim najmniej do powiedzenia, aż do lat 70 wieku XX, kiedy amerykański pasjonat astronomii i optyk Al Nagler skonstruował swój pierwszy okular szerokokątny, dedykowany do obserwacji astronomicznych. Specyficzna budowa wewnętrzna jego okularu umożliwiała osiągnięcie pozornego pola widzenia aż 82 stopni, przy wciąż akceptowalnej odległości od oka, ale to nie było dla Naglera najważniejsze.

Naglerowa rewolucja

Rys. 5: Kultowy okular – Nagler 31 mm. Marzenie wielu miłośników obserwacji nieba.

Nagler połączył pozytywne (skupiające) i negatywne (rozpraszające) grupy soczewek. Element ujemny, zwany elementem Smytha, tworzy obraz dla elementu dodatniego, który dzięki istnieniu elementu ujemnego ma ułatwione zadanie w dostarczaniu do oka obrazu o dużym kącie widzenia. Element Smytha działa niczym Barlow, zmniejszając stromość stożka światła docierającego z obiektywu i „wyciągając” odległość od oka. Specjalne, lantanowe szkła dają możliwość stosowania dużych, również asferycznych krzywizn soczewek, co przekłada się na znakomity obraz aż do brzegów pola widzenia, nawet przy światłosile F/4. W ostatnich latach, okulary o konstrukcji podobnej do Naglera stały się bardzo popularne, a ich ceny znacząco spadły. Choć nie osiągają one jakości pierwowzoru, zapewniają bardzo dobrej jakości obraz, będąc w zasięgu większości miłośników obserwacji nieba. Oprócz Tele Vue, okulary tego typu produkuje Sky-Watcher (Nirvana), Celestron (Luminos), William Optics (UWAN) oraz Explore Scientific. Najnowszym członkiem tej rodziny są okulary Vixen SSW o polu widzenia 83 stopni.

Rys. 6: Kompaktowe, kolorowe klejnoty optyczne Vixen SSW – ozdoba walizki obserwatora.

Wygoda obserwacji

Z drugiej strony, konstruktorzy okularów dążyli do zwiększenia odległości od oka. Ujemne elementy optyczne na drodze światła umożliwiały uwolnienie od zmienności odległości od oka w funkcji ogniskowej okularu. Specjalizowały się w tym firmy japońskie, Vixen (gdzie prym wiedzie seria LVW, aktualnie wznowiona w produkcji) oraz Pentax (seria XL oraz legendarna seria XW). Przy polu widzenia 65-70 stopni i stałej wartości ER, dostarczały obraz o niezwykłej jakości, nic nie robiąc sobie ze światłosiły obiektywu rzędu F/4. Potocznie, ta grupa okularów zwana jest „lantanowymi”, ze względu na rodzaj stosowanych w nim szkieł. Choć od kilku lat po katastrofalnym tsunami z 2011 roku japońskie legendy są już nieprodukowane, znalazły wielu naśladowców w innych częściach globu. Najbardziej znanym i lubianym okularem szerokokątnym ze współczesnych jest seria okularów Hyperion firmy Baader Planetarium, Celestron Ultima Duo z wbudowanymi gwintami co umożliwia rozbudowane możliwości fotograficzne oraz Sky-Watcher SWA w wersji 70-stopniowej, które dobrze spisują się w teleskopach o światłosile maksymalnie F/6. Warte polecenia są także okulary oraz Tele Vue Delos oraz najnowsza seria okularów Baader Morpheus. Te ostatnie serie radzą sobie w dowolnym teleskopie o światłosile F/4 i większej, dostarczając wprost fenomenalnej jakości obraz, przy czym propozycja Baadera jest znacząco tańsza od amerykańskiego konkurenta, niemal nie ustępując jakością widoków nieba i dając jeszcze szersze pole własne.

Rys. 7: Niepozorne Morfeusze Baadera -  okazuje się, że to prawdziwe wilki w owczej skórze.

Czy istnieje okular idealny?

Ostatnią nowiną w świecie okularów są 100-stopniowe, wieloelementowe konstrukcje optyczne, dzieło zaawansowanych symulacji komputerowych. Użycie najbardziej egzotycznych gatunków szkieł i przemyślana budowa wewnętrzna zredukowały wszelkie aberracje i odblaski do minimum. Zniknęła uciążliwa dystorsja poduszkowa, na którą cierpią okulary Nagler i podobne do nich. Odległość od oka w tych nowoczesnych układach optycznych nie zmienia się wraz ze zmianą ich ogniskowej i wynosi wygodne, kilkanaście mm. W takich okularach mieści się 4-krotnie większa powierzchnia nieba, niż w okularach Plossla. Daje to możliwość oglądania tego samego obiektu przy znacznie wyższym powiększeniu. Znacznie zmniejsza się jasność tła, wzrasta kontrast i skala obrazu, co przekłada się na fenomenalne wrażenia z obserwacji. Pomimo obecności aż kilkunastu elementów optycznych, transmisja i kontrast tych okularów stoi na bardzo wysokim poziomie, przewyższając ekonomiczne okulary o rząd wielkości, a jest to efektem stosowania w nich najnowocześniejszych powłok antyodblaskowych i dokładnemu wykonaniu soczewek. Do tego, najlepiej ze wszystkich znanych konstrukcji optycznych radzą sobie z korekcją wad własnych na brzegach pola widzenia, nawet przy światłosile F/4. Znane są przypadki udanych obserwacji z użyciem okularów Ethos teleskopami o światłosile rzędu F/3! Tego typu okulary w tej chwili produkowane są przez trzy firmy: Tele Vue (Ethos), Explore Scientific i William Optics (XWA).

Rys. 8: Pretendent do tytułu okularu idealnego – Tele Vue Ethos 13 mm.

Poniżej obszerna tabela z całą paletą dostępnych w sprzedaży okularów astronomicznych:

Producent / seria

konstrukcja

optyczna

dostępne

ogniskowe

pole

własne

odległość

od oka

średnica

oprawy

Sky-Watcher SWA Plossl

Plossl

2,5 / 3,2 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 15 / 20 / 25 mm

58°

10 – 14 mm

1,25”

Sky-Watcher WA 66°

Erfle

6 / 9 / 15 / 20 mm

66°

13 – 17 mm

1,25”

Sky-Watcher SWA 70°

hybrydowy

3,5 / 5 / 8 / 13 / 17 / 22 / 26 / 32 / 38 mm

70°

12 – 20 mm

1,25 / 2”

Celestron Omni

Plossl

4 / 6 / 9 / 12 / 15 / 20 / 25 / 32 / 40 mm

43 – 52°

6 – 31 mm

1,25”

Celestron X-Cel LX

hybrydowy

2,3 / 5 / 7 / 9 / 12 / 18 / 25 mm

60°

16 mm

1,25”

Celestron Ultima Duo

hybrydowy

5 / 8 / 10 / 13 / 17 / 21 mm

68°

20 mm

1,25 / 2”

Celestron Luminos

hybrydowy

7 / 10 / 15 / 19 / 23 / 31 mm

82°

12 – 27 mm

1,25” i 2”

Baader Classic

orto / Plossl

6 / 10 / 18 / 32 mm

50 – 52°

5 – 21 mm

1,25”

Baader Hyperion

hybrydowy

5 / 8 / 10 / 13 / 17 / 21 / 24 / 31 / 36 mm

68 – 72°

18 – 20 mm

1,25 i 2”

Baader Morpheus

hybrydowy

4,5 / 6,5 / 9 / 12,5 / 14 / 17,5 mm

76°

17,5 – 21 mm

1,25 / 2”

DO-GSO Plossl

Plossl

4 / 6 / 9 / 12 / 15 / 20 / 25 / 32 / 40 mm

50°

6 – 22 mm

1,25”

DO-GSO Super View

Erfle

15 / 20 / 30 / 42 / 50 mm

60 – 68°

13 – 35 mm

1,25 / 2”

William Optics SWAN

Erfle

9 / 15 / 20 / 25 / 33 / 40 mm

70 – 72°

12 – 28 mm

1,25” i 2”

William Optics UWAN

hybrydowy

4 / 7 / 16 / 28 mm

82°

12 – 18 mm

1,25” i 2”

Vixen NPL

Plossl

4 / 6 / 10 / 15 / 20 / 25 / 32 / 40 mm

41 – 50°

3 – 32 mm

1,25”

Vixen SLV

hybrydowy

2,5 / 4 / 6 / 9 / 10 / 12 / 15 / 20 / 25 mm

50°

20 mm

1,25”

Vixen LVW

hybrydowy

3,5 / 5 / 8 / 13 / 17 / 22 / 42 mm

65°

20 mm

1,25 / 2”

Vixen SSW

hybrydowy

3,5 / 5 / 7 / 10 / 14 mm

83°

13 mm

1,25”

Tele Vue Plossl

Plossl

8 / 11 / 15 / 20 / 25 / 32 / 40 mm

43 – 50°

6 – 28 mm

1,25”

Tele Vue DeLite

hybrydowy

5 / 7 / 9 / 11 / 15 / 18,2 mm

62°

20 mm

1,25”

Tele Vue Delos

hybrydowy

3,5 / 4,5 / 6 / 8 / 10 / 12 / 14 / 17,3 mm

72°

20 mm

1,25”

Tele Vue Nagler

hybrydowy

2,5/3,5/5/7/9/11/12/13/16/17/20/22/26/31mm

82°

10 – 19 mm

1,25 / 2”

Tele Vue Ethos

hybrydowy

3,7 / 4,7 / 6 / 8 / 10 / 13 / 17 / 21 mm

100 – 110°

15 mm

1,25 / 2”

Kategoria: Astronomia, Bez kategorii, Poradnik
Skomentuj

Jak działa teleskop? Inne spojrzenie na sprawę.

Ten wpis dedykujemy bardziej dociekliwym, którzy pragną zrozumieć działanie teleskopu od podstaw. Odważnie odrzucimy ogólnie przyjęte kanony i podejdziemy do tematu od zupełnie innej strony, na co pozwala nam wieloletnia praktyka obserwacyjna.

Poznajmy źrenicę wyjściową teleskopu. Powstaje ona w wyniku zestawienia obiektywu z okularem we właściwej odległości od siebie. Można ją zaobserwować, jaki mały, świetlisty krążek, umieszczając skrawek matowej torebki foliowej tuż przy okularze włożonym do wyciągu.

Źrenica wyjściowa jest odwzorowaniem apertury teleskopu w odpowiedniej skali, która zależy od ogniskowej obiektywu oraz ogniskowej okularu.

Podczas obserwacji nieba, należy przysunąć twarz blisko okularu, aby dopasować położenie źrenicy wyjściową teleskopu do źrenicy oka, aby nastąpiło coś cudownego. Cała, ogromna powierzchnia obiektywu teleskopu, w jednej chwili rzutowana jest jej małą powierzchnią wprost na siatkówkę oka. Dzieje się tak zawsze, bez względu na układ optyczny, aperturę, światłosiłę, ogniskową, powiększenie, czy inne parametry teleskopu. To tak, jakby mieć wielkie, teleskopowe oko! Teleskop i siatkówka stają się wtedy jednością, tworząc jeden, spójny i kompletny przyrząd optyczny. Teraz wiecie, czemu jakość okularu i jego właściwy dobór są tak ważne?

Okular a jasność obrazu w teleskopie

Proporcja średnicy teleskopu (kilkadziesiąt do kilkuset mm) do średnicy źrenicy wyjściowej (zwykle kilka mm) to nic innego, jak powiększenie. Aby zwiększyć powiększenie teleskopu, zmniejszamy średnicę źrenicy wyjściowej stosując okular o krótszej ogniskowej. Aby zwiększyć źrenicę wyjściową, zmniejszamy powiększenie okularem o dłuższej ogniskowej. W zależności od średnicy źrenicy wyjściowej obraz jest jasny, bądź ciemny, gdyż źrenica wyjściowa teleskopu funkcjonuje analogicznie do naszej, ludzkiej. Dla fotografów, jest jak otwór względny przysłony, regulujący ilość światła rzutowaną na matrycę lub film światłoczuły. Przy ocenie jasności teleskopu liczy się tylko źrenica wyjściowa i sprawność (transmisja) optyki, która zawsze jest mniejsza od jedności. Nie ma na to wpływu żaden inny parametr naszego teleskopu, nawet światłosiła! Wbrew obiegowym opiniom oznacza to, że teleskop wcale nie rozjaśnia widoków nocnego nieba, nawet choćby miał światłosiłę f/1.

Nie można z pomocą teleskopu obserwować obrazu jaśniejszego, niż widzianego okiem nieuzbrojonym. Teleskop nie wzmacnia światła, jedynie zbiera go wystarczająco sporo.

Z tego powodu, muszę przekazać wielu z wam smutną wiadomość: nie da się zwiększać powiększenia teleskopu w nieskończoność, w pewnym momencie źrenica wyjściowa stanie się tak mała, że zabraknie światła do prowadzenia obserwacji.

Okular a jakość obrazu w teleskopie

Źrenica wyjściowa teleskopu powinna mieścić się w pewnych, dość wąskich granicach. Z jednej strony, powinna być mniejsza od źrenicy ludzkiego oka, która w ciemności osiąga maksymalnie 7 mm. Jeśli jest większa, traci się cenną aperturę teleskopu, która nie mieści się w źrenicy oka i nie dociera do siatkówki. Gdybyśmy mieli oczy ocelota, moglibyśmy obserwować Wszechświat przy źrenicy aż 12 mm. Cóż za wspaniały byłby to widok w teleskopie! Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. Co więcej, przy bardzo dużych lub bardzo małych źrenicach uwidaczniają się wady optyczne oczu, a mianowicie astygmatyzm i nierównomierności powierzchni rogówki. Nasz widzący organ jest biologicznie „zaprojektowany” do pracy z zakresem źrenicy od 1 do 7 mm i przekraczanie tych wartości jest dla niego nienaturalne.

Zazwyczaj, źrenica wyjściowa teleskopu jest mniejsza od średnicy źrenicy oka, w ciemności rozszerzającej się do około 7 mm. Jeśli źrenica wyjściowa teleskopu jest większa, traci się cenną aperturę teleskopu, która zostaje „ścięta” przez źrenicę oka. Przy skrajnych średnicach źrenic wyjściowych lawinowo rosną wady optyczne oczu, a mianowicie astygmatyzm i nierównomierności powierzchni rogówki. Dodatkowo, skrajne wartości powodują powstawanie niepożądanych zjawisk, takich jak spadek jasności, ostrości i kontrastu obrazu. Zakres źrenic wyjściowych gwarantujących wysoką jakość obrazu w teleskopach astronomicznych waha się od 1 do 5 mm, a maksymalna jakość osiągana jest przy 2 – 2,5 mm. Należy zapamiętać, iż okular o ogniskowej f w teleskopie o światłosile obiektywu F wygeneruje źrenicę wyjściową o średnicy Z:

Z = f / F

gdzie Z i f wyrażamy w milimetrach.

Do każdego obiektu astronomicznego „pasują” określone źrenice wyjściowe, gwarantujące najwyższy kontrast ich detali w określonych warunkach obserwacji.

Teoretycznie, najostrzejszy obraz dostrzeżemy w teleskopie przy źrenicy wyjściowej 2 – 2,5 mm. Nie jest to przypadek, bo dzieje się to akurat wtedy, kiedy jego teoretyczna zdolność rozdzielcza pokrywa się ze maksymalną zdolnością rozdzielczą oka. Innymi słowy, najmniejszy szczegół, który może być w nim dostrzeżony, posiada przy źrenicy równej 2,2 mm rozmiar kątowy 60”. To magiczna chwila, kiedy cały, skomplikowany układ optyczny: obiektyw – okular – oko staje się najsprawniejszy w dostrzeganiu subtelności Wszechświata. Powiększenie, przy jakim ma to miejsce, nazywa się powiększeniem rozdzielczym i z oczywistych względów, zależy jedynie od apertury teleskopu. Mniejsze powiększenia oferują większe pole widzenia i większą jasność obrazu, lecz skrywają przed obserwatorem najmniejsze szczegóły dostępne dla teleskopu. Powiększenia większe też nie zwiększą w magiczny sposób możliwości naszego teleskopu.

Powyżej powiększenia rozdzielczego nie pojawi się już żaden nowy szczegół obrazu, powiększone zaś będą istniejące detale obiektów, które staną się nieco lepiej widoczne.

W tym miejscu, chcielibyście dowiedzieć się z pewnością, jak dobrać ten idealny okular do własnego teleskopu, znając tylko średnicę źrenicy wyjściowej, z którą chcecie obserwować niebo? To proste! Wystarczy pomnożyć jej wartość przez światłosiłę waszego teleskopu. Przykład z życia: użytkownik Maksutowa chciałby uzyskać w swoim teleskopie f/13 źrenicę wyjściową 7 mm, aby móc obserwować Wszechświat z maksymalną dostępną jasnością. Niestety, musiałby znaleźć okular o niebotycznej ogniskowej ponad 90mm, a takie na naszym rynku nie istnieją. Z kolei, jeśli chcemy poznać wielkość źrenicy wyjściowej w naszym teleskopie o określonym powiększeniu, a nie znamy żadnego innego parametru poza jego średnicą, nie musimy wdawać się w skomplikowane obliczenia. Wystarczy, że podzielimy średnicę obiektywu przez deklarowane powiększenie. Przykład z życia: kupiliśmy właśnie w markecie mobilny teleskop-lunetę o 50mm średnicy i imponującym powiększeniu 600x. Choć sprzedawca zachwalał jego wielkie możliwości, źrenica wyjściowa tego produktu wynosi zaledwie 0,08mm. Aby przy 600x zbliżeniu źrenica wyjściowa wyniosła choćby mizerne 0,5mm, potrzeba byłoby dużego teleskopu o średnicy 300mm, zbierającego 36x więcej światła, a jeszcze bardziej przydałby się olbrzymi Dobson 600mm, który dałby przynajmniej 1-milimetrową źrenicę o zadowalającej jasności i ostrości detali, a to już 144x większa powierzchnia zwierciadła! Na koniec anegdota. Oto, co na jednym ze zlotów astronomicznych przyznał nasz wieloletni obserwator:

Gdybym był rozbitkiem na bezludnej wyspie, jakimś cudem zabrał ze sobą teleskop oraz jeden, jedyny okular, byłby to ten, który daje w nim źrenicę wyjściową 2,2 mm!

Zapamiętaj:

 

  • ogniskowa okularu    =    źrenica wyjściowa    x    światłosiła teleskopu
  • źrenica wyjściowa    =    ogniskowa okularu    /    światłosiła teleskopu
  • źrenica wyjściowa    =    średnica obiektywu (lustra) w mm    /    powiększenie teleskopu
  • światłosiła teleskopu    =    ogniskowa obiektywu (lustra)    /    średnica obiektywu (lustra)
  • powiększenie teleskopu    =    ogniskowa teleskopu    /    ogniskowa okularu

 

Najczęściej używane źrenice względem różnych obiektów astronomicznych:

 

  • gwiazdy podwójne, planety i Księżyc  wysoko nad horyzontem – 0,5-1 mm
  • gwiazdy podwójne, planety i Księżyc nisko nad horyzontem – 1-2 mm
  • małe, jasne mgławice planetarne NGC – 0,5-1 mm
  • mgławice planetarne / gromady kuliste Messiera – 1-2,5 mm
  • odległe galaktyki NGC – 1,5-2,5 mm
  • mniejsze galaktyki Messiera – 2-3 mm
  • jasne mgławice / małe gromady otwarte – 3-5 mm
  • ciemne mgławice / mgławice refleksyjne – 4-7 mm
  • duże gromady otwarte / bliskie galaktyki – 4-7 mm

 

Kategoria: Astronomia, Bez kategorii, Poradnik
Skomentuj

Powłoki optyczne i sprawność optyczna (transmisja) w teleskopach

Każdy instrument optyczny składa się z minimum jednego elementu optycznego, który w odpowiedni sposób załamuje lub odbija promienie świetlne, w celu dostarczenia obrazu obiektu dla oka. Elementy optyczne, czyli soczewki, zwierciadła, pryzmaty oraz korektory posiadają ograniczoną sprawność i wprowadzają straty światła – część światła jest odbijana, rozpraszana oraz pochłaniana w niekontrolowany sposób. Dysponując wiedzą o sprawności elementów składowych teleskopu, potrafimy obliczać całkowitą sprawność teleskopu, co pokażemy w niniejszym artykule.

 

Sprawnością optyczną teleskopu nazywamy stosunek ilości światła, na wejściu do apertury teleskopu do ilości światła w źrenicy wyjściowej. Najwyższa możliwa sprawność teleskopu, czyli taka, jaka ma miejsce przy użyciu wysokiej klasy dubletu ED i dobrego okularu ortoskopowego może wynosić do 95%, natomiast najniższa, w teleskopach katadioptrycznych z nasadką kątową i wieloelementowym okularem zoom może wynosić tylko 50%.

 

Niezwykle istotna z punktu widzenia sprawności teleskopu jest ilość elementów optycznych w teleskopie oraz jakość powłok na tych elementach. Powłokami nazywamy cienkie warstwy metali lub tlenków o grubości kilkudziesięciu nanometrów na powierzchniach elementów optycznych. Minimalizują one straty światła na ich powierzchniach. Powłoki dzielimy na refleksyjne, którymi pokrywa się zwierciadła i antyrefleksyjne (AR), którymi pokrywa się soczewki.

 

Powłoki refleksyjne są zazwyczaj warstwą aluminium, które posiada dobrą odbiciowość w zakresie fal widzialnych wynoszącą średnio 91%. Aby uchronić metal przed utlenianiem, warstwę aluminium pokrywa się warstwą dwutlenku krzemu, czyli kwarcem, który zmniejsza odbiciowość do 87%, jest twardy i doskonale zabezpiecza aluminium na lustrach teleskopów o otwartej konstrukcji, czyli Newtonów (Sky-Watcher). Niektórzy producenci optyki, np. GSO lub Celestron, oprócz warstwy kwarcu nakładają dodatkowe warstwy dwutlenku tytanu (TiO2), dwutlenku cyrkonu (ZrO2) i innych tlenków. Dzięki dobraniu grubości i współczynników załamania warstw ułożonych w tzw. stacku, lustra są w stanie osiągnąć odbiciowość od 94 do 97%, cechując się wysoką odpornością na trudne warunki eksploatacji. Aktualnie, wszystkie duże firmy produkujące teleskopy stosują nowoczesne i trwałe powłoki o precyzyjnie kontrolowanej grubości, napylane za pomocą kosztownego działa jonowego w warunkach wysokiej próżni. Technologia ta jest oznaczana skrótami EBD, IAD, IBS, często też nadaje się jej marketingowe nazwy, np. Hilux, XLT, Ultrabright, co może namieszać w głowie początkującego.

 

Jeszcze innym typem powłok na lustrach są powłoki dielektryczne. Jest to stack złożony nawet ze 100 naprzemiennie ułożonych warstw tlenków i fluorków, którego grubość wynosi kilkadziesiąt – kilkaset nanometrów. Cechą charakterystyczną powłoki dielektrycznej jest brak warstwy metalicznej – powłoka odbija światło dzięki zjawisku interferencji. Warstwy dielektryczne cechują się najwyższym możliwym współczynnikiem odbiciowości sięgającym 99,9%, najwyższą odpornością na zużycie i jednocześnie najwyższą ceną. Z racji ceny, pokrywa się nimi tylko małe powierzchnie, np. lusterka najlepszych nasadek kątowych producentów takich jak Sky-Watcher, Celestron, GSO, William Optics, Baader. Z pewnych względów, powłoka ta niestety nie nadaje się na duże zwierciadła teleskopów.

 

Soczewki pokrywa się tylko i wyłącznie interferencyjnymi powłokami dielektrycznymi, które z kolei mają odbijać jak najmniej światła (skrót AR: anti-reflection). Najprostszą powłoką antyodbiciową jest jedna warstwa fluorku magnezu MgF2, która odbija 1,5% światła padającego na powierzchnię soczewki. Można poznać ją po jasnym, błękitnym zabarwieniu (przykład 2). Dla porównania, szkło nie pokryte warstwami AR odbija 4% światła i ma jasną, bezbarwną powierzchnię (przykład 1). Lepszej jakości, choć droższe warstwy AR to stacki kilku warstw tlenków i fluorków o rozmaitym współczynniku załamania światła, które łącznie odbijają 1,5 – 0,5% światła, dając zielony kolor powierzchni soczewki. Ograniczona ilość warstw w stacku powoduje, że spektralny zakres efektywnej pracy takiej powłoki jest dość wąski. Takie warstwy obecnie stosuje się w ponad 90% soczewkowych układów optycznych obecnych na rynku (przykład 3, 4).

 

Najnowocześniejsze i najdroższe powłoki AR, są skomplikowanymi stackami złożonymi z kilkudziesięciu warstw tlenków i fluorków pierwiastków ziem rzadkich, które są dobierane do współczynnika załamania każdej z soczewek. Wynikiem jest najwyższej jakości powłoka AR odbijająca zaledwie 0,1% światła, która działa z maksymalną wydajnością w szerokim zakresie spektralnym. Dowodem obecności takiej powłoki na soczewce jest głęboki, ledwo widoczny, zielonkawo-fioletowy odcień zmieniający barwy w zależności od kąta patrzenia. Towarzyszy temu wrażenie braku soczewek przy patrzeniu w głąb układu optycznego. Tylko kilku producentów optyki na świecie, m. in. Tele Vue, Pentax, Nikon i Baader (nazwa handlowa powłok Baadera to Phantom Group) jest w stanie wyprodukować tak niesamowicie wydajne warstwy AR (przykład 5, 6). Różnica w wydajności między różnej klasy powłokami jest niestety miażdżąca, co pokazuje zdjęcie.

 

Rys. 1: Przykładowe warstwy AR w praktyce:

 

1 – brak powłok AR (barlow „kitowy” Sky-Watcher), 2 – powłoka MgF2 (obiektyw lornetki DO Voyager), 3 – prosta powłoka AR niskiej jakości (Super View GSO), 4 – prosta powłoka AR wysokiej jakości (Plossl Sky-Watcher, Celestron), 5 – wysokiej jakości wielowarstwowa powłoka Baader Phantom Group (Hyperion), 6 – najwyższej jakości powłoka indywidualnie dobierana do każdej z soczewek (Tele Vue DeLite).

 

Obliczmy teraz sprawność teleskopu na podstawie tego, o czym się dowiedzieliśmy przed chwilą. Weźmy jako przykład teleskop soczewkowy złożony z dubletu achromatycznego, pokrytego powłoką MgF2, nasadki kątowej lustrzanej #z warstwą Al/SiO2 oraz okularu „kitowego” z 2 elementami pokrytymi również warstwami MgF2. Sprawność całkowita jest iloczynem sprawności każdego elementu, wyrażonych w jednostkach niemianowanych. Obiektyw przykładowy posiada sprawność 0,93, nasadka kątowa 0,87, okular 0,93. Po przemnożeniu tych trzech wartości uzyskujemy wynik 0,76, co daje sprawność całkowitą równą 76%. Jak widać poniżej, przykładowy teleskop Newtona posiada sprawność równą 62%, na co wpływ mają niższa sprawność zwierciadła głównego i okularu wieloelementowego, a także obstrukcja centralna lustra wtórnego w powierzchni lustra głównego, którą można wyliczyć w prosty sposób, podnosząc do kwadratu obstrukcję liniową wyrażoną w jednostce niemianowanej, np. 0,25. W celu maksymalizacji sprawności teleskopów dąży się nie tyle do zmniejszania ilości elementów optycznych w nim obecnych, co do maksymalizacji wydajności powłok AR oraz refleksyjnych. Odpowiedni dobór tychże powłok jest w stanie podnieść sprawność tego samego instrumentu optycznego o kilkanaście, a nawet o kilkadziesiąt procent! Bezpośrednim efektem tego zjawiska jest pozorne zwiększenie apertury teleskopu, który wyposażony jest w lepsze powłoki. Taka apertura pozorna, jest zwana aperturą efektywną. Można ją obliczyć mnożąc aperturę fizyczną teleskopu przez pierwiastek z niemianowanej wartości jego sprawności.

Rys. 2: Przykładowe systemy optyczne i ich sprawność optyczna.

 

Kategoria: Astronomia, Bez kategorii, Poradnik, Recenzje i Testy
Skomentuj